BOTANIKA
pospolity lilak
ulice Kijowa patroluje
i na rdzennych mieszkańców spogląda:
och
po syrenie
kwiaty kasztanowca
niczym kręgle rozrzucone
a w schronie
oj pnie się czerwona
kalina
z pestki alarmu przeciwlotniczego kiełkując
szybciej niż dzieci kończą śpiewać pierwszą zwrotkę
RAPSODIA FRYZJERSKA
A i tak się zdarzyć może
że skomponuje cię raptem fryzjerka
która słucha wprawdzie Liszta
lecz o Elvisie wciąż rozmyśla
i oto przenika jej muzyka
w czupryny nienastrojony fortepian
gubiąc się pomiędzy strunami
i wijąc się wokół odbicia dziewczyny
która cała w moro zagląda do salonu:
„czy da sobie pani radę z moimi rozdwojonymi?”
wychodzę stamtąd rapsodią
i snuję się po ulicach
z wahaniem:
rozdwojonymi
życiami
miłościami
czy kwietniami?
i niosę swój fortepian przez miasto
a ten dźwięków nie przestaje rozlewać
po wizycie w salonie
w którym co dzień słuchają Liszta
w samym środku wojny
obok jednostki wojskowej
SYRENARIUM
I stał się mój smartfon
klatką z syreną
takim sobie małym przenośnym syrenarium
I miotała się weń ta paskuda
sypiąc jękami niczym pierzem
o kontakty swe pazury ostrząc
i goły strach ciepłymi notatkami gacąc
I chodziłem z nią
niczym wędrowny cyrkowiec
po jarmarkach, placach i piwnicach
I wszyscy wokół wzdychali i zlewali się z nami
swoje klatki z syrenami niczym
nalotów kijowskich ułowy
prezentując
a teraz?
a teraz nosimy je niczym kociaki w transporterach
porównując czyja okaże się zwinniejsza
no, już, biegnij
biegnij
tylko domów nie poprzewracaj…
Tłumaczenie: Ryszard Kupidura