sienna
co ty na to żeby się przekręcić
pyta mnie trawka zobaczyć mój korzeń
ssać od spodu bulwę wpuszczać w siebie kłącze
ale ja chcę przetrwać odpowiadam źdźbełku
jak się wynicuję oczy mi zmętnieją
i nic nie zobaczę a będzie się działo
a słyszałaś może odpowiada trawka
mieszka w twoich kiszkach mała czarna skrzynka
kiedy przyjdzie pora zamieni cię w glebę
zwiń się w endosporę jak laseczka sienna
a w kosmicznej próżni zniesiesz ponad dobę
co dopiero w ziemi zbierzesz siłę w ziarnie
połóż się pode mną jest bezmleczna noc
posyp się trącona jak choinka w lutym
no to się położę odpowiadam sianku
niewybuch przetrwalnik
na piechotę mina
surowa
niechciana warstwa jak rak u matki
I zapach mleka w niemowlęcej szyi
wydobycie węgla przetarcie na łokciu
pozbycie się roztoczy z otoczenia wlotu do płuc
nie chcę być dla siebie domem jeśli ja to nic więcej niż odkrywka
łany naczyń połamanych myciem domestosem
ja-rura pusta i cienka w której dyszy od pokoleń smog
połóg po wycięciu z kwatery
kiedy chodzę z dziećmi między piersią a zjeżdżalnią po torach z ikei
wtedy jestem sobą
albo obok
uważaj świnko bo cię potrąci
sejsza
spotkać się z przypadkiem albo może jaśniej
minąć swoją twarz na równorzędnym skrzyżowaniu
szukać strony żółci żeby jej ustąpić
albo i nie
też się zastanawiasz czym jest brak kolizji
drobną uprzejmością może suczym chłodem
może grą w dwa ognie
może grą w dwie wody
które płyną bez przecięć
wte i wewte zdechłe
kiedy bałtyk wzbierze zaleją ci silnik
i jeśli nie spłoniesz
wolną falą staniesz
strop podchodzi krwią pod próg
loopuje się mieszkanie wokół kostek
kiedy nie potrafię stwierdzić czy mam bidon
czy dziecko nie pije pleśni o sobie wiem
że kiedyś wiele umiałam ale istnieją
podłogi wysokie w tych tramwajach
na które z wózkiem dopiero wyniesiona
jak na ołtarze boska
matka
będę albo nie będę jeżeli nie – postoję