w twoim ciele zima. sprasowane bloki
rozwieszają stryczki. przechodzimy plac,
ale nie chce stopnieć. przechodzimy przez
stado gołębi. (od jakiegoś czasu myślę,
że jesteś złożona z tamtych ulotek,
którymi wcześniej oklejano płoty)
zapycha się komin, żeby czyścić komin.
z drugiego końca widać, jak kobiety w futrach
ugniatają liście, dokładnie. jak kładzie się farba.
dekstrometorfanowi
koszulce narzuconej na biurowiec słońce masuje plecy,
księżyc grzebie w brzuchu, dach żąda podłogi. skaczemy
przez białą futrynę! kula kręci się w koło kuli! moją skałę
owijamy na mostku! dalsze postępowanie goni poprzednie:
biorę jeden koniec i idę po sznurku
na sprucie, przed siebie, wracam.
kiedyś, w tym samym miejscu, Pani Matylda, młodociana
recepcjonistka, trzepała kieszenie – tak pozyskiwała drobne.
jeszcze niedawno na kocu toczyły się szyki, zawierano ugody.
pośrodku obszaru znalazłem plamę, jeśli wyspa to morze?
morze to wraki,
pościel.
twoja aura, ale bez ciebie, cisza jest króla, wszystko
jest króla. widziałem otoki, które zgubiły pole
i cały czas hasają po polu. wyspa lub morze, nalepy
na bochenach w uchwytach świętych, mnóstwo żarcia.
siedzą tak w okręgu.
chromowy obraz prababci przeciąga pierzynę.
szukamy razem chrustu jeszcze przed nastaniem.
chromowy obraz prababci tłamsi większą część.
w ruchu nożyc. jej piękne plemię opadło, teraz się kłębi.
wyobraźmy sobie sytuację: przez okno mieszkania
wdzierają się Dasze, traktory na barkach, szkoła
ze strychem, z którego nie wyniesiono sienników.
idziemy tam bez ustanku, w koło przenosząc słońce.
za każdym razem wygląda to tak samo: ktoś stoi na tej stercie
codziennie, po kilka godzin i nakłada warstwę na warstwę,
stępkę na taflę, kafle na piec. potem rwie z pieca druty,
podwyższa stertę.
Ilustracja: Olga Winiarczyk
Jakub Grabiak (ur. 1273) – adept Abrahama Ben Abulafii, poeta laureat, podlasianin, redaktor, tłumacz. Czyści szkło, gotując.