Spoiler alert – press to impress. Wywieranie nacisku wierszem (Patrycja Sikora, instrukcja dla ludzi nie stąd)

Ten rok dla poezji jest niewątpliwie trudny. To znaczy –  nie tylko dla poezji, ale ta z pewnością solidnie oberwała, zbierając cięgi z wielu stron, niekiedy ciosem prosto w szczękę, a innym razem rykoszetem. (Nóż w żebrach albo nóż w plecach, choose wisely.) Miejmy nadzieję, że koniec roku przyniesie kilka oczekiwanych, odłożonych w czasie publikacji, a na razie cieszmy się nowymi książkami, których powoli na rynku przybywa. Wśród najnowszych tomów poetyckich jest między innymi instrukcja dla ludzi nie stąd Patrycji Sikory, debiut autorki obecnej na scenie poetyckiej oraz slamowej już od kilku dobrych lat. Jest to też – a może przede wszystkim – debiut autorki zaangażowanej w rzeczywistość społeczną oraz polityczną, inicjującej różne formy wsparcia dla grup wykluczanych, włączającej się czynnie w organizację życia literackiego w Polsce i nie tylko.

Patrycję Sikorę usłyszałam po raz pierwszy prawie trzy lata temu na łódzkiej scenie podczas Turnieju Jednego Wiersza. To, co czytała, to, jak czytała i to, co czaiło się wtedy za nią na scenie, zostało ze mną do dzisiaj. Energia autorki i potencjał sprawczy tekstu to czynniki, których łatwo się nie zapomina. Nie jestem fanką slamów, ale zaangażowanie Sikory w rzeczywistość pozatekstową oraz umiejętność przeniesienia jej na płaszczyznę słowa są wprost stworzone do takiej formy spotkania z potencjalnym odbiorcą. Bezpośredniość komunikatu każe włączyć się w tę rzeczywistość, czynnie ją oprotestować. Czytałam później wiersze Sikory wielokrotnie na łamach różnych czasopism. W jej tekstach dzieje się dużo dobrych rzeczy, zostaje wypowiedzianych wiele ważnych kwestii i sformułowanych kilka istotnych problemów, a jednak niemożliwe do przeniesienia na papier doświadczenie autentyzmu jej przekazu zawsze powodowało we mnie jakieś wrażenie braku, niedosytu. „Czekałam na debiut Sikory, pewnie – stwierdza Maria Czekańska w rozmowie z autorką na łamach Śląskiej Strefy Gender – jak większość środowiska literackiego. Czekałam w napięciu, ale i z pewną obawą, czy będę umiała wyjść poza to pierwsze doświadczenie jej poezji. Press to impress”. Tak określiłabym i swoje oczekiwania wobec tych wierszy oraz sposób mówienia przez Sikorę o świecie, chociaż imponowanie czytelnikowi jest tu zupełnie wtórne, potrzebne o tyle, o ile przynosi faktyczną korzyść, realnie, mierzalnie wpływa na sytuację. Innymi słowy – efekt a nie efekciarstwo; efekciarstwo wtedy, kiedy przynosi efekt. W związku z tym pytanie brzmi – czy poezja Sikory wpływa na sytuację?

Wiersze-instrukcje biorą się przede wszystkim z niezgody. Poetka nie tylko obserwuje rzeczywistość, ale przede wszystkim jej doświadcza. To doświadczenie, często bolesne, nawet traumatyczne, nie powoduje jednak wycofania, lecz wprost przeciwnie – pogłębia zaangażowanie, wkurw i chęć zmiany. Autorka jest uważna, skrupulatnie odnotowuje wszelką krzywdę, hipokryzję, zło. Patrzy na ręce każdemu, również samej sobie. Skoro formułuje instrukcję, musi najpierw rzetelnie rozeznać „stąd”. Instrukcja ma tu właściwie charakter diagnozy i ostrzeżenia równocześnie. Czy da się sporządzić instrukcję na okoliczność agresji, napaści, wojny? Byli tacy, co próbowali, jak Agata Jabłońska w wierszu Mówienie NIE. Instrukcja, jak wielu poetów i prozaików w antologii Biura Litrackiego Nie godzę się. Czy da się jednak przygotować na wykluczenie, krzywdę, wyzwiska? Czy w ogóle możemy mówić o przygotowaniu, skoro to wszystko już się dzieje, skoro właśnie tego doświadczamy? Oddając głos autorce: „duchowi memu dała w pysk i poszła / Polska”. Rzeczywistość przekracza kolejne granice, nie przystaje do znanych pojęć. Próba jej rozeznania w prosty sposób prowadzi zatem do przekraczania granic wiersza: poprzez ożywianie poezji performancem, sięganie po dosadne środki wyrazu, przemycanie filmowych czy muzycznych motywów. Dostajemy relację z pierwszej ręki, czytamy raport z „terytorium 2.0”, transmisję na żywo z ognisk zapalnych rozsianych po całym świecie, a przede wszystkim tych zlokalizowanych w Polsce. Świat wyłaniający się z tych wierszy – nasz świat – przeraża i nie daje się pojąć. Sikora daje nam jednak coś dużo cenniejszego niż przaśny optymizm czy huraeskapizm. Daje nam realne narzędzia oporu. Daje nam instrukcję.

Ilu z nas czyta instrukcję przed użyciem jakiegokolwiek sprzętu? Pewnie niewielu. Jeśli już, to sięgamy po nią wówczas, gdy z czymś sobie nie radzimy, gdy instalacja lub naprawa przerasta nasze możliwości. W takiej sytuacji jesteśmy teraz – dzieje się coś, nad czym nie mamy kontroli, świat nie daje się ogarnąć, wykracza poza dotychczasowe pojmowanie. I tu wkracza Sikora, cała na czerwono (albo w kolorach tęczy), ze swoją instrukcją dla ludzi nie stąd. To nie znaczy, że dostajemy gotowy zestaw rozwiązań. Nikt nam nie powie, co mamy robić i jak sobie radzić w zastanych okolicznościach. Poetka, tak jak i my, może jedynie błądzić po omacku. Próbować, starać się, nie chować głowy w piasek. I właśnie z takiej postawy podmiotu bierze się siła tej książki. Rzeczywistość staje ością w gardle – można z nią sobie nie radzić na wiele sposobów, a radzić na niewiele. Wrażliwość, czujność, odpowiedzialność, branie spraw w swoje ręce – z taką instrukcją zostawia Sikora ludzi stąd i nie stąd. Odrzuca natomiast strach (a raczej uczy się działać pomimo niego), obojętność, komfort biorący się z ignorancji. Dla niektórych to pewnie trudne. Ale nikt nie mówił, że będzie łatwo.

Społecznym diagnozom finalistki „Połowu” towarzyszy również indywidualna relacja. Trudno kwestionować realność wydarzeń, o których pisze poetka. Możemy o nich przeczytać w wielu innych miejscach, ale autentyczności wierszom dodaje łączenie ujęcia społecznego z prywatnym. Nie chodzi tu tylko o prywatność oceny czy interpretacji zdarzeń, ale też o przemycanie wątków, powiedzmy, autobiograficznych do tekstu. Sikora unika pozy oraz fałszu – również tego, który można łączyć z wchodzeniem w rolę. Odpowiedzialność za słowa i czyny jest dla niej na tyle istotna, że wyklucza również narzucanie sobie jakichkolwiek postaw czy masek. Autorka nie daje czytelnikowi niczego, czego sama wcześniej by nie sprawdziła. Jasne, mówimy o poezji, poruszamy się w obszarze literatury pięknej – poetka nie stroni od metafory, stosuje gry słowne, ważna jest dla niej melodia wiersza, jednak zadanie, jakiego się podejmuje, traktuje na tyle serio, że środki literackie ogranicza do niezbędnego minimum, stawiając na wyrazistość i szczerość przekazu. Techniczna sprawność oraz dobry warsztat mają przynosić korzyści – instrukcja musi być jasna i klarowna, chociaż nie przestaje być wierszem. Im zwięźlej da się coś powiedzieć, tym lepiej. Znajdziemy więc w tomie kilka miniatur, świetnych zresztą, w których Sikora trafia w sedno sprawy nie tylko celnie (a to się da powiedzieć o wszystkich utworach), ale też mocno (poetycki nokaut).

Jak wspominałam wcześniej, rzeczywistość przekraczająca granice pojmowania prowadzi do przekraczania także wszelkich innych, w tym granic literatury. Autorka w rozmowie z Agnieszką Budnik (kulturaupodstaw.pl) określiła instrukcję dla ludzi nie stąd mianem książki-teledysku vel książki-dokumentu. Wiersz jest tu zatem raczej punktem wyjścia niż spodziewanym efektem działań artystycznych. Poezja jawi się jako możliwy do wykorzystania potencjał – z jednej strony ze względu na jej zdolność do wychodzenia poza materię słowa (graniczność), a z drugiej jako przyczynek do realnych zmian (w tymże wywiadzie określonych jako „potencjał wybuchowy”). Forma przekazu odpowiada bodźcom zewnętrznym – jaka róża, taki cień, jakie życie, taki rap.

Patrycja Sikora jest uparta, bo wie, co robi i po co to robi. instrukcja dla ludzi nie stąd ma wywierać presję, powodować dyskomfort, stawiać czytelnika pod ścianą. Czy wpływa na odbiorcę? Na pewno chce, próbuje i do tego dąży. Te wiersze cechuje wysoka wrażliwość poetycka, a to jedna z najważniejszych i najpotrzebniejszych w literaturze cech. Nie ta wrażliwość, która każe zapłakać nad cierpieniem – to tylko słabe nerwy – ale ta wrażliwość, która prowadzi do działania. Z taką instrukcją pozostawia nas Patrycja Sikora. Co z nią zrobimy, to już nasza sprawa. Niektóre instrukcje warto nie tylko przeczytać, ale także się do nich zastosować.

Ilustracja: Krzysztof Schodowski

Redakcja: Patryk Kosenda

Korekta: Julia Mikusek


Anna Mochalska (ur. 1992) – bydgoszczanka. Autorka arkusza poetyckiego Okno na świat (Zielona Góra 2012) oraz tomów syndrom obcej ręki (Warszawa 2014) i same głosy (Łódź 2018). Dwukrotnie wyróżniona w projekcie Biura Literackiego „Pracownia po debiucie”, nominowana do nagrody głównej w konkursie im. Klemensa Janickiego, nominowana do Nagrody Poetyckiej im. K. I. Gałczyńskiego za tom same głosy. Laureatka konkursów poetyckich i krytycznoliterackich. Wiersze i/lub recenzje publikowała m.in. w „Wakacie”, „Arteriach”, „Inter-”, „Twórczości”, „Salonie Literackim”, „biBLiotece”.