FAZA BIEŻĄCA – W nawiasie i poza nawiasem. „trzysta cytryn do trzeciej potęgi tygrysa” Marcina Podlaskiego

Debiutancki tom Marcina Podlaskiego trzysta cytryn do trzeciej potęgi tygrysa to książka poddająca próbie język choroby – psychicznej, społecznej, egzystencjalnej. Autor podejmuje się zadania włączenia marginalnych dyskursów, lekceważonych, deprecjonowanych sposobów komunikacji do głównego nurtu wypowiedzi językowych współczesnych społeczeństw. Nie bez znaczenia w kontekście tomu pozostaje językoznawcze wykształcenie Podlaskiego – ten młody poeta wyjątkowo uważnie przygląda się/przysłuchuje słowom wypowiadanym przez jego podmioty; analizuje nie tylko to, co poszczególne wyrazy znaczą, lecz także jak brzmią oraz wyglądają. Rozwiązania typograficzno-edytorskie pozwalają autorowi na budowanie wycyzelowanych konstrukcji wierszowych, które umożliwiają stosowanie różnorodnych chwytów poetyckich: nie sposób pozbyć się wrażenia, że każda zmiana fontu, rozstrzelenie druku, użycie kursywy, dodatkowe światło, w przypadku trzystu cytryn wytwarza nieredukowalne napięcie między treścią komunikatu, a sposobem jego wypowiadania. Podlaski eksperymentuje, tworząc opowieść pełną niepokoju, przeczucia krańcowości i wyczerpania znanych formuł językowych, niepozbawioną jednak zewnętrznej kontroli autorskiej, dzięki której słowa nadal znaczą.

Kwestia znaczenia jest w trzystu cytrynach zasadnicza ze względu na emancypacyjny i dowartościowujący charakter procesu nadawania sensu. Podlaski jednak sugeruje, że słowa wypowiadane przez przypadek wskutek choroby, mają taki sam potencjał interpretacyjny jak pozostałe komunikaty językowe. Kwestię tę omawia Weronika Janeczko w artykule na łamach magazynu „Wizje”, gdzie, za Walterem Bennem Michaelsem, przekonuje, że niektóre z tego rodzaju wypowiedzi mogą „przypominać struktury znaczeniowe, choć nimi nie są: jako zupełnie przypadkowe nie znaczą”. Nie da się arbitralnie wskazać momentu, w którym przypadek może być uznany za znaczący – w związku z tym należałoby uznać, że wszelkie akty przypominające mowę, zlepek losowych liter, słowa w nieistniejącym języku, znaczą tak samo jak logiczne i spójne struktury zdaniowe. Takie twierdzenie nigdy nie będzie prawdziwe: wypowiedzi włączające elementy przypadkowe, mimowolne, a także całą rzeczywistość pozatekstową do znaczenia, przestają znaczyć ze względu na sam fakt ich nieinterpretowalności. Podlaski może więc naśladować sposób mówienia osób chorujących na schizofrenię, jednak instancja autora eliminuje przypadkowość i nielogiczność; wiersze znaczą dlatego, że powstały wskutek intencjonalnego działania – i dlatego można je intepretować.

Bezpośrednim wyimkiem z wypowiedzi schizofrenika jest tytuł tomu: trzysta cytryn do trzeciej potęgi tygrysa to cytat z książki Schizofrenia Antoniego Kępińskiego, zapowiadający, jaki rodzaj dyskursu interesuje autora wierszy. Podlaski stosuje szereg zabiegów językowych, które nie tylko swą strukturą, lecz także brzmieniem, nieustannie przypominają czytelnikowi o dezintegrującym charakterze – kolejne słowa wypowiadane przez podmiot zakłócają bądź całkowicie burzą połączenia składniowo-zdaniowe. Jednak pragnienie poczucia całości, zachowania logiki i łączliwości wewnątrzzdaniowej  pozostaje, zmuszając bohatera wierszy do wytwarzania choćby pozornych zależności między sąsiadującymi słowami. Doskonale widać to w przypadku brzmieniowych podobieństw („sonarów nad głowami głównodowodzących \twierdzeń utwardzeń asfaltu po planetoidzie”, „diabeł pokazał język \i w nim się rozsmakowałem \maskowany komunikat komunikatem”, „podatnicy chodzą ze składanym nożem \składają się do skoku na mnie za składki”), które niejako zastępują semantyczną ciągłość wypowiedzeń. By wyodrębnić kolejne składniki poetyckiego uniwersum Podlaskiego, warto przyjrzeć się tytułowemu wierszowi.

Użycie kresek pochodzących z zapisów wywiadów ze schizofrenikami w funkcji pauz zdaje się jednym z najciekawszych chwytów autora. Kreski są nie tylko sposobem na zaznaczenie przejść do kolejnego wersu, lecz także materialną realizacją, unaocznieniem metaforycznego zerwania sensów. Arbitralny gest końca (uwypuklony przede wszystkim w końcówce utworu) oznacza więc milczenie, czy może dobitniej – niemożność zabrania głosu. Co ciekawe, to ostatni wiersz w tomie Podlaskiego, kończący nagraniową taśmę i całą książkę – będący zwiastunem ostatecznego rozpadu dotychczasowych sposobów komunikacji, niweczącym możliwość porozumienia w ogóle, anihilacją. Poczucie krańcowości, wyczerpania formuł jest potęgowane refleksją dotyczącą systemu: to już nie tyle system komputerowy, wirusowe oprogramowanie uniemożliwiające „granie w grę”, co kapitalizm, w którym wojna zdaje się stanem permanentnego oczekiwania na, zapowiadany przez niekończące się rozpady struktur symbolizowanych pauzami, koniec.

To właśnie namysł nad sposobami funkcjonowania człowieka w systemie kapitalistycznym podsyca niepokój wywoływany maniakalnymi, chorobowymi wypowiedziami podmiotu. Wyraża on niepewność związaną z funkcjonowaniem we współczesnym świecie – stąd często powracające motywy bycia podsłuchiwanym, hakowanym, programowanym. Strach przed cyfryzacją i postępem technologicznym to również wynik psychozy podmiotu. Omamy wzrokowe i słuchowe zmuszają go do snucia teorii spiskowych, będących niczym innym jak tylko kolejną próbą stworzenia logicznej, spójnej narracji, w której niekontrolowane odruchy chorobowe i przejawy psychozy tłumaczy interwencja wyższej instancji – Boga, szatana czy bliżej niezdefiniowanej władzy reprezentowanej przez technologię. Szczególnie wyraźnie widać to w niniejszych fragmentach: „wszystko wiedzą widzą | mają monitoringi | pod- \słuchy | świerszcze ||”, „dron za panem” czy „coś mi zrobili podprogramowali okradli zło \dzieje się awaria błąd hakerzy atak haka mają”.

Zagubienie wywołane nieumiejętnością „rozpracowania” systemu potęguje powracające wrażenie opętania podmiotu. Podlaski zaproponował w trzystu cytrynach oryginalny sposób na oddanie rozchwianych stanów psychicznych: zmiana fontu sugeruje zmianę interlokutora, wprowadza wyobrażonego odbiorcę, do którego kierowany jest komunikat; kapitalikami i kursywą zaznacza się różnice dynamiki (bardzo szybko wrzask przekształca się w szept, pomruk); rozstrzelony druk wskazuje zmienne akcenty wewnątrzwyrazowe i międzyzdaniowe; wpisywanie treści w kształt symboli religijnych (w przypadku wiersza złamałem szyfr ewangelii i ściga mnie watykan) podkreśla maniakalną konieczność szyfrowania własnych komunikatów, by uchronić je przed przechwyceniem – jest także egzemplifikacją snutych teorii spiskowych. W celu prześledzenia kolejnych rozwiązań edytorskich oraz namnażających się gestów politycznych należałoby spojrzeć na cykl wierszy kolportaż, a w szczególności utwór końcowy (sam fakt istnienia dziewięciu tekstów w cyklu zdaje się nieprzypadkowy):

Otwieranie nawiasów to działanie wyzwalające, stojące w opozycji do opresyjnego zamykania – odnoszącego się zarówno do realnego izolowania jednostek niepasujących,  jak i spychania ich na margines społeczny poprzez stygmatyzację, pomijanie, deprecjonowanie. Dzięki temu zabiegowi zmienia się perspektywa ujęcia tematu: gdy cała dostępna rzeczywistość zostaje wtrącona w nawias, ujawniają się wszystkie niedostrzegalne do tej pory grupy społeczne. O ile interpretowanie przypadkowych wypowiedzi jest działaniem bezcelowym (bo takowe nie znaczą), o tyle oddawanie głosu biednym, niepełnosprawnym, niewykształconym zdaje się gestem jawnie politycznym, wpisującym trzysta cytryn w nurt poezji zaangażowanej. Języki marginesu społecznego są w tomie Podlaskiego dowartościowane, destygmatyzowane, jednak „[niezrozumiałe] finalnie”: całkowita asymilacja nigdy nie będzie możliwa. Figura Szawła pojawia się tu nie tylko jako element doktryny chrześcijańskiej, lecz przede wszystkim jako symbol nieudanego przeobrażenia się – „bycie Szawłem” jest ostatecznym wyrokiem na deprecjonowane grupy społeczne posługujące się innym, niewpisującym w ramy ogólnego dyskursu, językiem.

W wierszu kolportaż 1: pronomen podmiot pyta wprost: „jaki przerzut raka politycznego i religijnego cię interesuje?” kładąc nacisk nie tyle na diagnozę jednostki, co całego społeczeństwa kapitalistycznego. Okazuje się, że namnażanie chorobowych komórek jest procesem nie do zatrzymania, a jedyną dostępną metodą ich leczenia są elektrowczasy, które „podobno stosuje się na depresję w tych czasach”. Podlaski w intrygujący sposób przedstawia poetycką realizację myśli Marka Fishera dotyczącej związku między chorobami psychicznymi a kapitalizmem – trzysta cytryn do trzeciej potęgi tygrysa to ostatecznie tom podkreślający społeczne, a nie jednostkowe przyczyny schizofrenii. W świecie niemilknących głosów, wiecznie obecnej matrycy oraz przemocy sensorycznej, poetycki gest Podlaskiego jest równie marginalny co głosy, za którymi się wstawia, tworzy jednak zasadniczą różnicę. I choć w tekstach nawias służy do wydzielania mniej ważnych fragmentów wywodu, pozostaje nam spojrzeć z nadzieją na matematykę, w której to, co w nawiasie, jest najważniejsze.

Marcin Podlaski, trzysta cytryn do trzeciej potęgi tygrysa (Korporacja Ha!art 2020)

Ilustracje: Katarzyna Mielcarek


Karolina Górnicka (1997) – studentka filologii polskiej na Uniwersytecie Wrocławskim. Publikowana w czasopismach „KONTENT”, „Strona Czynna”. „8. Arkusz Odry”, „biBLioteka”. Interesuje się związkami literatury z ekonomią oraz kosmosem.

Katarzyna Mielcarek – ur.14 grudnia 1983 roku w Piotrkowie Trybunalskim. Absolwentka Historii Sztuki Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Studiowała również Kulturę i Języki Słowian na Uniwersytecie Jagiellońskim. Artysta wizualna i aktorka, obserwatorka i animatorka życia kulturalnego, artystycznego i społecznego. Od 2017 roku członkini grupy nieformalnej Arteosis inicjatywy propagującej sztukę z szeroko pojętego nurtu Outsider Ar. Współpracuje z krakowskim Stowarzyszeniem Psychiatria i Sztuka im. dr Andrzeja Kowala oraz Stacją Badawczą Outsider Art przy ul. Kalwaryjskiej 29 w Krakowie. Eksperymentuje w obszarze różnych mediów. Prowadzi systematyczną działalność artystyczną. Istotny jest dla niej problem przenikania się różnych kultur, znaczeń, języków i symboli, pozwalający wyrazić prawdę o człowieku w złożoności jego bytu. Uczestniczyła w kilku wystawach zbiorowych. Rok temu miała miejsce jej pierwsza wystawa indywidualna pod tytułem Kici – Budda