Cztery wiersze

Na Wyspach Aleutach zatyka się krzyż w 2Pac:
kopczyk śniegu za kupką kamieni, dwa kijki
prostopadle zbite, pseudonim rapera dla łowców kontekstu
widząc takie zdjęcie czuję po prostu ból, zbydlęcenie
i zanik uczuć metafizycznych, sparaliżowany od piekła w dół.
Mój ból jest fantomowszy niż twój, moja zasadnicza
służba wojskowa oferuje zasadniczo kręcenie wora,
o którym w swoich śmiesznych darkroomach możecie pomarzyć,
moja Polska to właśnie te polskie samorządy, które heroicznie
próbują bronić się przed zmutowanym bolszewizmem,
które nadludzkim wysiłkiem pozbawiają się funduszy, gdy
brutalny, bezwzględny walec przetacza się przez świat,
krzycząc jednocześnie, jak to jest prześladowany i krzywdzony.
Jezus nie był głupcem, do kraju tego, gdzie kruszynę chleba
za chuj by nie pojechał, bo musiałby żreć się z jaśnie psychofaństwem,
bo pamięta, co to za miejsce, i jeszcze potrafi się modlić o rozum,
jeszcze potrafi się modlić o trotyl dla pomnika, semtex dla cokołu,
bo jeszcze potrafi się modlić za kochaną Polskę,
arcyplagę wśród plag z imienia niewymienionych,
ziarnko grochu wśród wszystkich księżniczek na grochu ziarnku.
Tak, dla prawicy każde kolejne wybory to wciąż
bieg z plecakiem pełnym kamieni na plecach,
dla prawicy każde kolejne sprawowanie władzy to wciąż
hodowla kamieni nerkowych w nerkach pogardzanych.
Być może kiedyś docenią inne techniki, tymczasem
na Wyspach Aleutach przeraża ich chuj w dupach.

Hołdysanka

Kąciki ust Margaret Thatcher są granicami mojego świata,
a gdy przyjdzie mi przegrać, na wszystkich się obrażam
i wyciągam na zgodę zaciśniętą pięść, także do ciebie:
obywatelko napotkana w sklepie z odzieżą używaną
należącym do sieci Łachmaninoff – od świeżo wyciskanego soku
z lodówki robią mi się zajady w granicach mojego świata,
i choć uparcie twierdzę, że każda trutka jest na mnie za krótka,
we wszystkich miastach Polski niebędących moją Polską
czuję się jak zapasowy guzik akordeonu.

Żywoty świętych

Tony Stark z racji zajmowanej pozycji
mógł mieć praktycznie każdą kobietę,
i z racji zajmowanej pozycji
musiał zadowolić się asystentką.

Bruce Banner nie radził sobie z napadami gniewu,
dopóki nie spotkał tej jedynej,
która zawsze prosiła go, żeby się uspokoił,
co zresztą czynił.

Peter Parker faktycznie był nice guyem,
i musiał się nieźle nagimnastykować,
żeby w czerwonych rajtach przejść przez friendzone.

Steve Rogers przeżył swoją partnerkę,
co z perspektywy polskiej prowincji
jawi się jako jego największe osiągnięcie.

Hawajska

Doris, Billy, Toby i ich ukochany owczarek
przenieśli się do San Francisco, do wynajętego mieszkania
usytuowanego nad restauracją prowadzoną przez Louie’go i Angie.
Wypiekana piętro niżej pizza
bardzo smakowała chłopcom – do tego stopnia,
że początkowo niechętny przybyszom Louie zaakceptował lokatorów,
a jego żona szybko stała się przyjaciółką Doris:
wyobraźcie sobie chrupiące, spieczone brzegi
i opalany drewnem piec, który przełamuje lody
– tak, mlaskanie ma kolosalną przyszłość.

W tym samym czasie, na przeciwległym, choć równie
spieczonym brzegu, James A. Lovell, John L. Swigert
i Fred W. Haise w białych bufiastych kombinezonach
z amerykańską flagą na ramieniu
wchodzili na pokład statku kosmicznego,
który miał wynieść ich w rejon Fra Mauro
– o 19:13 czasu lokalnego rakieta Saturn V
oderwała się od przylądka Canaveral,
a zgromadzeni tłumnie przed telewizorami Amerykanie
śledzili losy Doris, jej synów, owczarka i pizzy.

Ilustracja: Michalina Mosurek


Tomasz Bąk (ur. 1991 r.) – kolektyw schizofreniczny, autor trzech książek z wierszami, poematu Bailout (WBPiCAK, 2019) i jednoaktówki Katedra (Wydawnictwo papierwdole, 2019). Laureat Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej Silesius w kategorii debiut za tom Kanada (WBPiCAK, 2011), Poznańskiej Nagrody Literackiej – Stypendium im. Stanisława Barańczaka za tom Utylizacja. Pęta miast (WBPiCAK, 2018) i Nagrody Literackiej Gdynia w kategorii poezja za Bailout. Mieszka w Tomaszowie Mazowieckim.