Jest to szczególny zakład – powiedział oficer handlowy i jakby ze zdumieniem spojrzał na dobrze mu przecież znaną halę produkcyjną. Proszę za mną – wskazał drogę, podniosłem wzrok znad memokoderu, majestatyczne wahania kursów akcji, asystent przetwarzania sygnałów z kontekstowych branż, modelowanie predykcyjne – potakuję, przechodzimy do następnego pomieszczenia.
Hala produkcyjna, inteligentne laboratorium ze sztucznymi katedrami neuronowymi, sondy przeczesujące rozległe bazy danych w poszukiwaniu formuł dla ulepszonych produktów. Na co mi to pokazują. Tu, na samej Goplanie Tertii, także nie bardzo interesowano się inżynierią materiałów wybuchowych. W każdym razie w tej małej dolinie, zamkniętej nagimi, piaszczystymi stokami, oprócz oficera handlowego i mnie był tylko automatyczny asystent. Nagrania reklamowe na wyświetlaczu przekonują o skuteczności i mocy lytrolu. Chodzę tam i z powrotem, obstawię, dolecę, przesyłka trafi bezpiecznie na miejsce, podwójny zysk, szyfrowanie sygnału, proxy, jednorazowe hasła, los, podczas gdy oficer zajmował się ostatnimi przygotowaniami. To pochylał się nad panelem kontrolnym, to znów podchodził do paczek, by sprawdzić ich zabezpieczenia. Były to czynności, które właściwie mógłby powierzyć niższemu stopniem programiście, ale oficer doglądał aparatury z wielkim zapałem, czy to dlatego, że był jej szczególnym zwolennikiem, czy też dlatego, że wobec rosnącego zagrożenia sabotażem nie ufał własnej kadrze.
– Teraz jest wszystko gotowe! – wreszcie zawołał. Nic nie jest gotowe, lawina w okamgnieniu kruszy światy, zaczyna się falą wody, zabiera ze sobą płaszcz ziemi, skały i drzewa, fala błota uderza w miasta, przeobrażając się w falę błota, gruzu, kości, krwi, flegmy i żółci, mozolnie kształtowany porządek w okamgnieniu zrównany z ziemią, płaszczyzną nowych perspektyw inwestycyjnych.
Oficer odprowadził mnie na skraj płyty startowej. Powiedziałem, że dalej pójdę sam. Widziałem go pierwszy raz, żaden z wcześniej obsługujących moje transporty nie urządził mi takiej demonstracji. Normalnie zostawiają mnie w spokoju, mam parę godzin by rozejrzeć się po hangarze, wyjść na dzielnicę portową, popytać co w najbliższym czasie dokąd wylatuje, zaktualizować aplikację tradingową, przy odrobinie szczęścia, choć za kwotę ściągającą niemały udział z mojej wypłaty, znajdzie się kod do rzadkiego terminalu giełdowego KHOAM. Ten nowy cymbał wziął mnie sobie na pokaz licząc że zagłuszy swoje żałosne wyrzuty sumienia, wszyscy tak samo obsługujemy tę aparaturę. Lepkie nici jego własnej hipokryzji, na które miałem się złapać. Hipokryzja czyli prześlizgiwanie się jak glista pod kreską konieczności osądu. Tak jakby wspólny obchód przez tę wypolerowaną, aseptyczną, syntetyczną halę produkcji materiału zrzucanego na Arrakis miał zbalansować umysł młodego oficera handlowego. Potem wróci do domu, pocałuje osobę partnerską, robota, hologram, czy co go tam rucha, odpalą ulubione strumienie danych i tak dalej. A ja teraz stoję na płycie startowej w kałuży w deszczu przyglądając się ładowanym kontenerom, bez nowinek tradingowych, bez kodu, bez wyszukanego promptu, bez informacji, dla których w ogóle zgadzam się robić w tej zasyfionej spedycji. Płacą poniżej kosztów utrzymania w pełni zautomatyzowanej obsługi. Maszyny myślą i liczą, a tacy jak ja wykonują to, co one obliczą, bez drgnięcia duszy. Gówniarz oficer handlowy też tylko dyżuruje przy samoprogramującej się aparaturze.
Teraz jest wszystko gotowe. Mżawka przykrywa płytę startową cienką błoną wilgoci. Ziemia, beton, kadłuby frachtowców, powietrze tracą swoje granice. Ciała stałe i ciała gazowe przechodzą w jeden stopniowalny stan ciekły. W elemencie wilgotnym szare światła i plamy barwne odbijają się jak w komnacie luster. Personel portu ładuje kontenery z lytrolem na mój okręt. Zdarza się, że w momencie załadunku jakiś inwestor przechwyci ładunek, rozparceluje, zatrzyma w składzie czy wyśle gdzie indziej, oczywiście z odległości kilkudziesięciu układów gwiezdnych, nie mając o niczym pojęcia, bo jakiś software kapitałowy zarządza jego portfelem inwestycyjnym posługując się abstrakcyjnymi instrumentami finansowymi. Dzisiaj wszystko pójdzie gładko. Przesyłka należy do wysokiego rodu, w grę wchodzi Diuna, regularne stabilne operacje z określonymi procedurami. Przylatuję, wysiadam, czekam, wsiadam, odlatuję. Raz-dwa. Bez kłopotu. Inna grupka rozładowuje masywne kontenery śmieci. Skup i składowanie śmieci należy do kluczowych aktywów rządu Goplany Tertii. Personel jest całkiem śniady. Imigranci z Diuny wolą zarabiać żałosne pieniądze tu, niż żyć pod ciągłym ostrzałem artyleryjskim zamaskowanym w monochromatycznych promieniach bezlitosnego słońca Arrakis. Maszyna imperialna nigdy nie jest nasycona melanżem. Zamiast pieniędzy dostają minimalne dawki melanżu, żeby nie oszaleć, i minimalne kwoty lokalnej waluty kryptograficznej, bez wartości poza planetą, więc tak naprawdę są niewolnikami, ale przynajmniej w całości. Czasem szmugluję melanż i wymieniam się za teorie spekulacyjne, paczki danych o nadchodzącym handlu i plotki z ulicy.
Podróżą międzygalaktyczną zajmuje się już KHOAM. Mówi się, że po tysiącach pokoleń eugenicznej inżynierii ich bioniczni nawigatorzy nie przypominają już ludzi. Unosząc się w naczyniach wypełnionych śluzem przyprawowym o wysokim napięciu elektrycznym transmitują sygnały bezpośrednio do matrycy i koordynują ruchy całej kompanii handlowej. Amorficzni mutanci w chłodnym mroku śnią trasy przez próżnię. Niedostępni dla światła i spojrzenia, dzięki mokrej, organicznej budowie pozostają także poza zasięgiem intelektronicznych sond do eksploracji głębin architektur algorytmicznych. Jak zdeterminowani lub zrezygnowani muszą być. Istnienie imperium zależy od efektów ich matematycznej finezji, których nigdy nie zobaczą.
Do kierowania nowoczesnym frachtowcem kosmicznym wystarczy jedna osoba, kapitan, sam z systemem operacyjnym, komputerowym asystentem oraz siecią autonomicznych i półautonomicznych podukładów obsługujących poszczególne moduły. Siadam za sterami, uruchamiam silniki, startuję, unoszę maszynę, przebijam się przez atmosferę, lokalizuję najbliższy gmach KHOAM, podlatuję pod jego stacje dokujące, wpinam się do systemu. Tyle mojej pracy, resztą zajmują się nawigatorzy. Żeby przeżyć intergalaktyczne skoki należy przenieść się do naczynia z przyprawowym śluzem. Zabieram ze sobą memokoder. Ciężko powiedzieć czy skok trwa ułamek sekundy czy wcina w zapadlinę wieczności. Wchodzę wtedy w stan uniesionej manii, wreszcie mogę poświęcić się spekulacjom i inwestycjom odłożonych kryptowalut oraz innych monet i dewiz. Gdy nawiguję między bazami danych i środowiskami programistycznymi, uwaga zawęża się do analizy protokołów, architektur, modeli statystycznych, coś w rodzaju błyskawicznych uderzeń tsk ts ts ts tsk tsk, nawet o milimetr nie zbaczam z kursu, by uzyskać ciut przewagi informacyjnej nad innymi agentami. Nie zauważam kiedy skok się zaczyna i kończy. Dostaję sygnał o szarpnięciu ciała i słyszę komunikat, że dolecieliśmy do arrakijskiego układu gwiezdnego. Wśród szmuglerów krąży plotka, że podczas skoków nawigatorzy używają biotopów naszych systemów nerwowych. Na pewno tworzą cyfrowe kopie do trenowania neuromorficznego. Niektórzy relacjonują, że w fazie skoku objawiają im się nawigatorzy, porywają ich myśli i zastępują obcymi. Cyferki i słupki fluktuują. Jest jedna kategoryczna konieczność: ekonomia przyprawy wokół Diuny.
Jestem golemem. Moje organy sporządzono na stole operacyjnym Bene Tleilaxu, proporcje oraz przepustowość krwi, żółci, flegmy i melancholii przewidują optymalną obsługę frachtowca. Każdej nocy uderza we mnie lawina, w okamgnieniu zrównuje z ziemią, każdego poranka zostaję ponownie uformowany w błotnej studni. Wampir ma wieczność wyssaną z krwią ofiar, wilkołak nocą wyrusza na pustkowia i odzyskuje swobodę, nawet zombie mogą marzyć o cmentarzach jak kosmiczne megastruktury. Golem, ghola, ani naturalny, ani fantastyczny, bez swojego miejsca i czasu, wydany z pląsów konieczności i przypadku w marszu technologii ku samopoznaniu. Jestem spedytorem. Wsiadam, lecę, wysiadam. Podpisuję dokumenty, doglądam kontenery, przemycam na boku, rejestruję etapy protokołów w memokoderze. Dopóki czuję jego ciężar przy udzie, moje ekspedycje pozostają zawieszone w napiętej osnowie sieci. Przy dłuższych sesjach dolna część obudowy nagrzewa się pierwsza, przykładam do niej środek dłoni. Ciepło przesuwa się ku nadgarstkowi, spinając sygnały rynków predykcyjnych z włóknami układu nerwowego. Im więcej poświęcam mu uwagi, tym czulej odpowiada na moje zapytania. Rozsuwam dwoma palcami gałęzie prognozy, jedną przytrzymuję, drugą odrzucam, przytrzymaną unoszę, wartościuję i wypuszczam z powrotem w chór rynku. Krótki impuls wraca przez opuszek. Jeszcze jeden. Długość tych drżeń wskazuje typ odpowiedzi. Na czarnej tafli przyszłość wywołuje się powoli: najpierw mętna plama korelacji, potem linie kursów, wolumen, przedziały prawdopodobieństwa. Lubię te zniecierpliwione chwile, kiedy wydarzenie jest jeszcze negatywem. Psychotroniczna szarańcza rozwidla wyobraźnię na nieskończone serie promptów utrzymujących symulacje przyszłości, którą inni agenci środowiska inwestycyjnego obstawiają. Podczas następnej kampanii podjęta zostanie próba sabotażu systemu ocen ryzyka transportów. W najbliższym orędziu Imperatora Corrin słowo „melanż” wystąpi przed „straty”. Inwestycje w Zielone Arakeen wzrosną o jedną piątą względem ubiegłego kwartału.
Arrakis — Diuna — Pustynna Planeta. – Woda i przyprawa popłyną równym nieograniczonym strumieniem. Jeszcze parę miesięcy wytrwałych bombardowań i odepchniemy Fremenów na tyle daleko by rozpocząć wdrażanie imperialnego programu ekologicznego. Za niedługo będzie tu zielono – wskazał na pulsujący z gorąca horyzont. – Woda zgromadzona w skalnych tamach zrówna ich sicze z ziemią. Kanały i zalewy wydrążone przez fale wody utworzą runy, ze starych ruin wyłoni się nowy świat, a my spedytorzy, posłannicy, emisariusze, operatorzy łączności, węzły i porty, jesteśmy aniołami. W cieniu naszych skrzydeł będą wypoczywać pielgrzymi i urzędnicy nowego świata. – Jego przemowie towarzyszy uciążliwy łopot ornitopterów, ściany suchego powietrza uderzają o policzki nierównym rytmem. Nie wyobrażam sobie tej riwiery tutaj. Tu nic nie może przeżyć. Poza tym, jeśli skończy się zapotrzebowanie na lytrol, mogą przyjść cięcia w imperialnej flocie spedytorskiej i skończę w kopalniach. – Zrzucamy na nich tysiąc bomb dziennie, jedna trzecia o ładunku jednej tony. To nie potrwa długo. – To nie potrwa długo. Wszystko jest gotowe by odciąć mnie od tego bujnego szlaku informacyjnego. Inwestuję w zakłady przewidujące wydarzenia, przez które stracę robotę. Młoda Fremenka obok nas zaczęła podlewać wielkiego figowca. – Patrz. – Starszy oficer handlowy podtyka mi memokoder, na ekranie coś w rodzaju imprezy na plaży, wygenerowane dziewczyny tańczą w filtfrakach, przesuwa w prawo, jeszcze raz – Czają się na ciebie z nożem, ale marzą o wyzwoleniu spod tych patriarchów. Czasem jak na ciebie patrzą…
FRAGMENT ARCHIWÓW PRZEDBUTLERIAŃSKICH
Aneks Ixiański: TABLICA 4.7b
Źródło: zapis osobisty niezidentyfikowanego operatora spedycyjnego
Integralność rekonstrukcji: 73%
| Fragment źródłowy | Identyfikacja | Funkcja | Status / uwagi |
|---|---|---|---|
| Jest to szczególny zakład. | KPP-V/GT — Kompleks Produkcyjno-Predykcyjny V | Synteza, pakietowanie i dystrybucja lytrolu w sprzężeniu z prognozowaniem zapotrzebowania i alokacją przyszłych celów. Produkcja, transport i użycie stanowiły funkcjonalnie jeden proces. | Obiekt utracony. Rozdział między produkcją a operacją miał najprawdopodobniej charakter administracyjny. |
| podniosłem wzrok znad memokoderu | MK-Θ — osobisty terminal predykcyjno-operacyjny | Integracja logistyki, komunikacji, modeli ryzyka i kontraktów zdarzeniowych. Interfejs haptyczny przekazywał klasę odpowiedzi jeszcze przed pełnym wyświetleniem wyniku. | Po okresie adaptacji operatorzy rozpoznawali część sygnałów bez odczytu ekranu. W źródłach z epoki: „intuicja”. |
| sondy przeczesujące rozległe bazy danych | S/K-19 — sondy klasyfikacji populacyjnej | Korelacja danych przestrzennych, komunikacyjnych, genealogicznych, ekonomicznych i behawioralnych. Wynikiem był współczynnik podobieństwa do profilu docelowego. | Próg dalszej procedury był zmienny. Podmiot odpowiedzialny za jego ustalanie: nieustalony. |
| lytrol | LYT-L/5 — zintegrowany ładunek energetyczny | Materiał energetyczny konfigurowany na końcowym etapie według rodzaju celu, platformy dostawczej, kosztu i dopuszczalnego promienia strat. | W zachowanej dokumentacji konsekwentnie klasyfikowany jako produkt. Skład: [DANE UTRACONE]. |
| bioniczni nawigatorzy | KHOAM/NAV — organiczne węzły fuzji i trasowania | Integracja danych orbitalnych, transportowych, ekonomicznych i predykcyjnych. Złożoność procesu uniemożliwiała operatorowi pełną rekonstrukcję przyczyn rekomendacji. | Kontroli podlegał rezultat, nie proces. Status podmiotowy nawigatorów: nierozstrzygnięty. |
| Jestem golemem. | G-HVS — biologiczny substrat walidacyjny | Fizyczne wykonanie procedur, podpis, obsługa wyjątków i formalne zatwierdzanie rekomendacji infrastruktury automatycznej. | Dawne określenia: kapitan, spedytor, pracownik. Komponent ludzki zachowano po osiągnięciu technicznej możliwości automatyzacji. |
| Psychotroniczna szarańcza rozwidla wyobraźnię. | PSY-SWARM/PM — rojowe środowisko kontrfaktyczno-rynkowe | Generowanie wariantów przyszłości, przypisywanie im prawdopodobieństwa oraz obrót kontraktami dotyczącymi zdarzeń militarnych, ekonomicznych i politycznych. | System nie rozróżniał prognozy od instrumentu finansowego. Wystąpienie zdarzenia nie było konieczne dla realizacji wartości kontraktu. |
| Za niedługo będzie tu zielono. | ARK-GREEN — program rekonstrukcji środowiskowo-demograficznej | Łączne modelowanie hydrologii, infrastruktury, wartości gruntów, przemieszczania populacji i przyszłego osadnictwa. Zniszczenie oraz rekonstrukcja obszarów urbanistycznych. | Terminologia administracyjna: rekultywacja, stabilizacja, zazielenienie. Terminologia populacji objętej programem: [NIEODZYSKANA]. |
| Czają się na ciebie z nożem. | AFFECT/S-3 (?) — warstwa afektywnej kategoryzacji populacji | Przekształcenie danych o populacji podporządkowanej w kategorie zagrożenia, obiektu seksualnego, podmiotu wymagającego emancypacji i przyszłego beneficjenta interwencji. Funkcja: redukcja konfliktu między modelowaniem celu a dyspozycją afektywną operatora. | Nie potwierdzono istnienia odrębnego modułu. Klasyfikacja retrospektywna; funkcja mogła mieć charakter emergentny. |
„Na bezmiarze piasku czas płynął innym tempem niż gdzie indziej. Przez galaktykę przetaczały się, ogarniając planetę po planecie, fale zmian, ale bezkresna pustynia na Arrakis nie poddawała się jakimkolwiek próbom ujarzmienia. Suche środowisko konserwowało przedmioty kultury materialnej, a srogie burze piaskowe niszczyły wszystko, co się znalazło na ich drodze. Poszukiwacze przyprawy przychodzili i odchodzili, a czerwie zabijały wielu nieprzygotowanych intruzów. Ale nie wszystkich. Cały czas napływali obcoświatowcy, znęceni legendą melanżu. Powstawały i upadały imperia, a Arrakis, pustynna planeta, zwróciła swe oblicze w stronę wszechświata i trwała.”