Wiersz – znowu to samo

tylko poeta który trzyma laptop na jajach
tak mnie nazywajcie:
Andrij Bondar – poeta którzy trzyma laptop na jajach

podpisałem umowę zlecenie w zakładzie pracy
pod własnym nazwiskiem skłamałem w urzędzie
że nie leży na rwie i nie łamie się jak kra. haha

i znowu to samo znowu myślę o kumplu
który kiedyś powiedział: nie dość że nie rozumiem
twoich wierszy to teraz nawet nie wiem co mówisz
i miałeś rację kumplu. posrane są wszystkie
próby pisane o tym co wypowiedziane.

bo prawda jest taka że piszę bez gaci
znowu pewnie jak dziad założę slipy
i wiem że nowoczesny facet musi zakupić
kilka par bokserek które kupię
nie dlatego że doskwierają mi slipy
tylko dlatego że się często rozbieram
przy kumplach z roboty przy kumplach
z zespołu sportowego w ogóle lubię chodzić
w negliżu w ogóle wolałbym chodzić
w negliżu nie tylko przy kumplach.
wracając nikt już nie chodzi w slipach.
posrane jest to całe opowiadanie o sobie.

i wiem że nowoczesny facet musi zakupić
kilka par bokserek które kupię
nie dlatego że doskwierają mi slipy
tylko dlatego że się często rozbieram
przy kumplach z roboty przy kumplach
z zespołu sportowego w ogóle lubię chodzić
w negliżu w ogóle wolałbym chodzić
w negliżu nie tylko przy kumplach.
wracając nikt już nie chodzi w slipach.
posrane jest to całe opowiadanie o sobie.

moje imię lichwą jest w winie z paragonem za chłostę
i nie należy do mnie

przypomniała mi się zdolna znajoma poetka
z którą mam wiele podobnych doświadczeń.
wyrastanie ze słoneczników na podkarpackiej wiosce
dzierżenie przez tuzin lat naszych ojców
ich stołków sołtysów alkoholizmu pewnie
też ma ukraińskie korzenie chociaż
nazwisko wskazuje na inną granicę.

znajoma poetka chciała śmierci po kwasie
a dzisiaj wypada na wiersz chociaż raz
wspomnieć o dragach. to wspominam
też premierę stonera polskiego kiedy
tłumaczyła mi magię procesu wciągania
amfetaminy. nie wiem do dzisiaj jak magia
ma się do amfetaminy. do jej koleżanki
bardziej chociaż zgubiła się we mnie
wtedy a odnalazłem sam ją
wtulony w łysola z ochrony.

lubię to ciasne miasto za napiwki
i za to że mnie już tutaj
nie ma
na ten przykład

w rzeszowie na ulicy 3 maja
gdzie znajduje się moje byłe liceum
za dwie stówki możesz se kupić cegiełkę
z własnym imieniem nazwiskiem
nazwą firmy fundacji spółki zoo
wmurują ją w deptak.

posrane że podepczą coś po tobie
wolałbym żeby samo się

podeptało
poobijało o uszy
jak jajo od jaja. powoli
puchło dłużej niż truchło
rozkładało ostatnie mamo
i znowu to samo:

marcin kaweński
sierp wschodni
zbitka głosek
chcę wyrżnąć

harmider do ostatniej z polskich liter.

Ilustracja: Łukasz Grzesiak


Marcin Kaweński – poeta urodzony w Przemyślu w 1997 roku. Debiutował “Rzyradzorze”, publikował min. w “Stonerze Polskim”, Helikopterze. Pisał wiersz na ścianie Otwartej Pracowni. Finalista IV edycji “Połów” Biura Literackiego. Zapalony fan piłki nożnej.