grzybnia mojego ciała rośnie jak na drożdżach,
na wszystkich cukrach prostych, na urodzinowych tortach.
tkanka moich jelit służy za wyściółkę:
włókna miękkie jak runo, gąbczaste niczym mech.
rozwija się we mnie życie, drożdże pęcznieją w cieple.
dokarmiam je i chronię pod kloszem podniebiennym.
przeżyją moje ciało, przeżyją jego rozkład,
wyrosną z niego w setkach ciasno stulonych kolonii.
(każdy kapelusz lekko zgięty w ukłonie:
kiedyś byłaś nam mieszkaniem, dziękujemy za nie.)