Wiersz – Mindkampf

dante to już streetwear, spotulniały jak
piżamka, tatuaże prosto z
chipsów, sąd ostateczny umazany buzią z babcinych
przetworów, chociaż dziś osaczyły mnie zawarte w nich pierwociny
grozy:
dzisiaj kraj napluł mi na talerz ogniem jak demon wawelski,
dzisiaj kraj mnie w swoim menu skazał wyłącznie na siebie,
na śniadanie zaserwował mi tomahawk w cieście,
nagle strzały ławicami przepływają w moich skroniach i się
pocę i się pocę i zapadam się pod ziemię jak w krzyżowym ogniu świateł
jupiterów antropocen jadę
na dół winda mdłości głowa spada mi pod
stopy globus turla mroczny cyrk rozbujanego piedestału
co się stało
czy to namiot
dyskoteka
pod plandeką moich
skroni moich uszu śledzie toną
w porach skóry i krępują mnie jak
mapa spinająca western życia w roli głównej Alighieri, remake wszystko
resetuje, triumfuje pacjent zero, teraz on to mój Versace i wypycha mnie
na wybieg

ogary hadesu urządziły sobie budę
w moim ciele, koronacja chorej
budy, tytuł hycla hihi dante, stadion się zaciska teraz
wokół mojej szyi, rundkę wokół
uszu wybiegają tu tu tam
wuwuzele i karczują sobie szlak przez spuszczone już ze smyczy
harvestery, pandemonium w neurolesie zloopowało mi przed oczami
odyseję, papo wergiliuszku co się co się tu wygarnia:
bifurkacja minstrela
na cerebralnej scenie

płoną słowniki, reszta jest hymnem
berbecia, wessałem całą prerię wraz z orędziem
prezydenta, orbita zwęża się w podkówkę sinych
ust zaciska lasso się galopem kości dokuczają jak
przyciasny ciuch, moje ciało zapisało się na pilates
dla dublerów z „Egzorcysty”, teraz razem góra dół nogi
ręce tak i dalej najpierw trzeba się rozruszać, po rozgrzewce jestem
gwiazdą płonę w kole Witruwiusza, to zdezelowana centryfuga prosto
z lunaparku Dusza

tu jest brama
tu jest kanał
tu eneida
tu jest pajda
mroczny ważniak
lista pięter
wszystkie naraz
z tych podziemi
zrób przekąskę
tak dla beki
i ją podaj
bractwu mroku
które jeździ
na bicyklu
wsadź im badyl
prosto w szprychy
demaskując ugłaskany mefistofelizm loftów artystycznych

współczesna nowoczesność wszechobecnie ma strukturę piekła, głosi list
w butelce który dwa eony temu Walt Benjamin nadał do Beavisa
i Buttheada, na co taka scheda tonie na poddaszu wśród inkunabułów
antycznych ważniaków, teleskopów i rzeczników astronomicznego
makijażu obsesyjnie aplikuje go planeta z buduaru Kopernika tak jak on się
wciąż malując emabluje nas swą kulistą maestrią gdyż jakoby gdyż jakoby
konglomerat głów i blurbów oraz nobliwego kurzu wymutował w nowe
ciało nazywane tu i ówdzie spiskującą bestią, ród naleśnikarzy pisze o niej
codziennie traktaty a ich tłusta bibliografia odzwierciedla geografię mielizn
intelektualnych

chciałoby się
wyjść z podziemi
katakumby
są na plaży
dante robił
trafne mapy
cyrkiel lucyfera to podstawa sztuki millenialnej kartografii

dziś huragan wuwuzeli przewałkował mój zmysł słuchu
z głowy czajnik
z duszy wrzątek
atlas sejsmologii utknął mi w serdecznym paluszku i dyktował
fenomeny swe losowo pokazując sam na siebie i testując co się dzieje co się
dzieje co się na dowolnej stronie z menu ruchów wybierając na początek przebiegunowanie
bioder kraj planetę antropocen wszystkie kręgi infernalne odnalazłem ziarno
w kojcu rośnie w dół to drzewa
z lasu schodzącego do podziemi jako ruszt globusa okrytego cud
piżamką w geście kurtuazji kołysanką jego orbit jest tak tak boska
komedia będzie o tym głośno w mediach już niedługo odkryjemy skamielinę prosto
z piekła w której jeszcze przed potopem szyfrowałem tego posta będąc botem
na Facebooku

Ilustracja: Nikodem Lazurek


Łukasz Krajewski (2020) – urodzony w Białymstoku, mieszka w Warszawie.