Destrukty i frukty
Pies pilnujący zajazdu, w końcu umarł
i został po nim ślad wokół budy.
Owłosione drzewo łonowe,
przez które obserwował kosmos.
Gdy goście odstawiając już tylko wewnętrzne fuchy i ruchy frykcyjne,
po popijawach w budach weselnych, zasnęli przytuleni do swoich łańcuchów.
Unosi się wywar ze spoconych włosów. Korzonki z ciał
wrośnięte w dal, jakby jakaś była. Na miejscu
trzymana przez ogniwa.
Od jeżdżenia szarobure słońce, alufelga niebieska.
Gniecie deszcz, błoto z planety soczystej i pyli.
Na celu odpoczynek, słoneczny żargon.
Spłowiałe miasto, spowija miasta.
Brokat i kurz
Cieszą się z domów nad jeziorem. Prostokątnych tektonów
w pianie z drzew. Obwisłych od owoców w pracowni. Ogryzają płótna,
gdy nabija ich promień. Przez leśne unicestwienie,
wzrok w gęstwinie wyśrubowany w paloną umbrę.
Kryptożel po pomrowach. Gdy dosmarowują się dawni znajomi,
ze szkolnych ławek. Zmienieni przez długie odpowiedzi
i kurz z kredy wciągany do nosa, w belfrów. Nie ma co
od nich ściągać, a oni nie chcą już fistaszków i grypsów. Wolą swoje
komórki, gify, nałożone pasemka. Siwe dymy z jasnych fajek.
Domy nad jeziorem, które kiedyś będą ich mieć.
Zanim drzazgi rozpuszczą się w organizmie przytulnym jak toń,
grube ryby odkurzają muł z najsłodszych zadziorów.
Pod płomyk
Kosmos jak łąka. Planety purchawki
sieją zarodniki, gdy wybuchają. Pyłki meteoryty
się mijają z nami, głaszczą noc, ciepłą
od życzeń. Zbliża się moment, gdy chłopcy podpalą opony,
a dziewczyny użyją czerwonych szminek, które później
pozwolą zlizać płomieniom. Więcej rzucą na tace wylęknione
wyborem prezydenta rezydentki. Zbierze się na ustach tytoniowy nagar.
Obrodzą pomidory. Keczupowe strupy wyciśnie z dna butli,
najbardziej skiżonym by nie byli smutni, prekariuszka
piękna jak początek lata, w budzie metrowych zapiekanek.
Rytmy i rymy rozniesie nieprzerwany ciąg fur
po kraju. Sztywnego konturu nabawią się wkrótce,
jak wysychające graffiti bitą śmietaną. Spirala, ósemka zsiadła,
w bezmiar drogi mlecznej. Pochwalą się chłopcy,
że potrafią w kosmiczne gry i pierwszy świat mieli na ziemi.