
Tak się rozmarzył w paryskich pejzażach, że nie zauważył, kiedy wzrok mu odpłynął w szklane pułapki wody czystej. Oczy mu wyschły jak jeziora, co postradały swoje syreny i wszystkie pieśni, a nos wypiętrzył się od wąchania farb jak górskie szczyty od węszenia w niebie. Reszta twarzy zapadła się i porobiły się koleiny. Koleinami jeżdżą autobusy do szaleństwa. Autobusy niebieskie jak niezapominajki.

Całą głębię swego ciała oddała w rezonanse połączeń telefonicznych i zbliżeń całkiem namacalnych. Stała się aniołem na 0-700.
Teraz postawiła na kuchence gar pusty małpiego obłędu i smaży. Zegar zamyka okna i drzwi.
Oprócz zaburzeń osobowości ma także zaburzenia mowy, a jednak potrafi samookaleczać się słowem. Lubi bawić się literą k jak bardzo ostrymi nożyczkami.
A chciała tylko stanąć pod latarnią, sprzedać ciało (ale tak na zawsze) i mieć wszystko poza dupą. No i nie można powiedzieć, żeby jej się w dupie poprzewracało.

Kto by pomyślał, że zakrwawiony nóż, ciemne zaułki i on. Chociaż z drugiej strony ma coś takiego w twarzy, no spójrz, ludzkiego.