Przejdź do głównej treści

Stoner Polski

RIP CRACK HOUSE

Korespondent muzyczny Stonera Polskiego.

„Obok parkingu, niedaleko naszego bloku, stoją opuszczone garaże. Jeden z nich służył lokalnym na wpół bezdomnym, a w pełni alkoholikom jako hang out space. Zgromadzili tam zebrane meble, dywany i koce. Słyszałem raz, jak jeden mówił przez telefon: „znalazłem gitare i mogę grać teraz normalnie”, brzdąkając na niej jednocześnie. Z Domą nazwaliśmy ten garaż Crack House. Gdy przechodziliśmy obok niego, zawsze mówiła obniżonym głosem: „Welcome to the Crack House!”. Niestety, akurat krótko przed tym, gdy właściciel parkingu zaczął go remontować, Crack House spłonął w nocy. Płomienie sięgały kilku metrów nad dachem garażu. A przynajmniej tak opowiadał nam taksówkarz na amfetaminie, który odwoził nas dzień później.”

„RIP CRACK HOUSE! JEBAĆ PARKING!”

Wysłałem te wiadomości na Messengerze do mojej przyjaciółki Juli, ale obawiam się, że będzie na mnie zła, bo nie napisałem „osoby w kryzysie bezdomności” i „osoby z chorobą alkoholową”. Zastanawiam się, czy nie edytować wiadomości i poprawić te słowa, póki jej nie wyświetliła. Juli jest powstańczynią z językowej Armii Krajowej i za każdym razem, gdy używam tych oldschoolowych form, stanowczym głosem mówi mi: „należy je zwalczać na rzecz bardziej inkluzywnych i empatycznych wersji”. Jestem pod wrażeniem jej stanowczości i odrębności. Myślę, że gdyby żyła w średniowieczu, spalono by ją jako wiedźmę za zaburzanie porządku społecznego. Bardzo mi to imponuje. Juli ma naturalnie blond włosy i porcelanowe proporcje twarzy, ale z takim wyglądem nie czuje się sobą. Ekspresyjnie eksperymentuje z makijażem i kolorem włosów, używa nożyczek, nosi ubrania ze szmat i dużą ilość biżuterii. Wygląda jak cyfrowa wróżka, ale większość ludzi, których spotykam, to ludzie analogowi. Gdy rozmawiam z moją babcią albo sąsiadem, którego znam od podstawówki, są mega zdziwieni, jeśli używam newschoolowego języka. Robią miny, jakbym nagle zaczął mówić do nich w urdu. „Bezdomni” i „alkoholicy” jakoś łatwiej przechodzą mi przez gardło.

Mój starszy kuzyn, podobnie jak Juli, był przecinakiem życiowym i nie cyckał się w tańcu. Kiedy miałem osiemnaście lat, wrócił z pracy przy truskawkach i spał u nas jedną noc. Ostatni raz go widziałem, kiedy sam byłem dzieckiem. Graliśmy wtedy w nogę i wybił mi piłką dwie górne jedynki. Kazał mi stać na bramce między dwoma drzewami, a sam strzelał karne. Nie pamiętał w ogóle tego wydarzenia i powiedział, że „jak masz osiemnaście lat, no to musimy się napić”. Już w tramwaju zaczął opowiadać o książkach, jakie planuje napisać. Chciał być powieściopisarzem, pisać wielkie tomy i być sławnym jak Stephen King. Rozważał też zostanie spekulantem giełdowym, który koncentrowałby się na globalnym rynku kakao. Miałem już tego dość, więc dla rozrywki zachęcałem go, żebyśmy chodzili od baru do baru. Gdy tak łaziliśmy, to zaczepiła nas dziewczyna na Placu Nowym, która zachęcała nas, żebyśmy poszli na striptiz. Kuzyn zaczął z nią gadać i to było mega śmieszne, bo myślałem, że się z nią tak pijanie droczy, a ostatecznie wylądowaliśmy w tym klubie. Obok nas siedziało kilku Anglików w obcisłych spodniach i koszulkach polo. Dziewczyny tańczyły na rurach i byłem nimi onieśmielony. Inaczej niż Juli. Onieśmielała mnie swoją pewnością, która wypływała z głębokiego przekonania o słuszności własnych racji. One swoją zadziornością i nagością.

Oglądanie striptizu przypominało obserwowanie olimpijczyków, którzy wykonują zaplanowaną i doskonale przećwiczoną sekwencję ruchów, prezentując swoje wyrzeźbione ciała. Jedna z tancerek zeszła z rury, podeszła do nas i zaczęła ze mną rozmawiać. Kiedy zapytała, co dzisiaj robiliśmy, odpowiedziałem jej, że „przyszły mi dzisiaj paczkomatem kraftowe herbaty i że w sumie myślałem, że będę je dzisiaj wieczorem testował, ale jestem tutaj”. Szybko zorientowała się, że to kuzyn jest liderem naszej loży i że to jego zbieraniu truskawek finansuje nasze przyjemności, więc już ze mną nie rozmawiała. Nie mam jej tego za złe, ponieważ olimpijczycy też muszą zarabiać. Nie tylko perfekcją ciała i wzorcowym wykonaniem swojej rutyny człowiek żyje.