Recenzja – Lekcja uprzejmości – Kind words

Platforma Steam to prawdziwa studnia bez dna. Znajdziemy tam w zasadzie każdy rodzaj produkcji, od zrealizowanych za dziesiątki milionów dolarów gier AAA, poprzez artystyczne gry indie mówiące o istocie życia i śmierci, po postapokaliptyczne visual novel o randkowaniu z gołębiami. Bywa jednak, że trafimy na tytuły, które ciężko w jakikolwiek sposób sklasyfikować. Niektóre z nich są po prostu dziwaczne, inne można określić jako sympatyczne ciekawostki schowane na dnie magicznego pudełka. Od odkrycia jednej z takich ciekawostek zaczyna się moja krótka opowieść. Opowieść o tym, jak wydałem siedemnaście złotych na interaktywne ćwiczenie z uprzejmości i empatii.

Na przełomie sierpnia i września, kiedy media growe głównego nurtu żyły nadchodzącymi targami Tokyo Game Show, w odmętach portalowego offtopu pojawiła się informacja o grze, która garściami czerpie z kultury lo-fi chill-popowych czatów. Zgadzała się nie tylko ścieżka dźwiękowa, ale też utrzymana w ciepłych barwach oprawa graficzna i rozgrywka sprowadzająca się do obserwowania odpoczywającego w przytulnym pokoju awatara, który odpisuje na dostarczane mu listy. O ile sama produkcja wylądowała na moim koncie Steam kilka dni po premierze, właściwą rozgrywkę poprzedził krótki rekonesans, dotyczący tego, kto odpowiada za ten przedziwny emulator wieczornego czatu na YouTube.

kind-words-recenzja-gra-interaktywna-lo-fi-chill

Prowadzone przez Zibę Scotta studio Popcannibal pojawiło się w growych mediach w 2014 roku, gdy światło dzienne ujrzał projekt “Elegy for a Dead World”. “Elegia” przepadłaby być może wśród tysięcy gier indie, gdyby nie naprawdę nietypowa mechanika rozgrywki. Jej trzon stanowiło bowiem pisanie poezji, a dokładniej – dokańczanie poematów wyświetlających się na ekranie, podczas gdy avatar gracza przemierzał kolejne wyludnione planety. Jak się jednak okazało, nie wszyscy odbiorcy czuli się dobrze w roli poetów. Tytuł zaistniał w zbiorowej świadomości i choć został przyjęty nieco chłodniej niż życzyliby sobie tego twórcy gry, dał Popcannibal zielone światło dla kontynuowania literackich eksperymentów na cyfrowym gruncie. Tworząc “Kind Words” przyjęli więc nieco inną taktykę i oparli mechanikę zabawy na jednej z naszych podstawowych cywilizacyjnych umiejętności – komunikacji poprzez pismo.

Na czym dokładnie polega rozgrywka w “Kind Words”? Podczas gdy z głośników sączy się lo-fi chill-pop, nasz nastoletni awatar zasiada przy biurku i spotyka jelenia pocztowego [sic!], która tłumaczy zasady rozgrywki: pożal się, podziel się czymś dobrym i zaoferuj innym radę, bądź słowa otuchy. A przede wszystkim bądź miły. Mamy więc trzy opcje:

– sprawdzić jakie problemy trapią innych graczy, pozostających za zasłoną wirtualnej anonimowości i im odpisać,
– samemu podzielić się swoimi wątpliwościami i czekać na odpowiedź od jakiejś dobrej duszy,
– wysłać słowa otuchy, które trafią za pośrednictwem listonosza-jelonka do wszystkich obecnych w grze.

Nie jest to jednak wyrafinowana nakładka na czat. Gdy gracz A dostanie odpowiedź na swój list od gracza B, może mu jedynie podziękować i wysłać naklejkę, pozwalając na dodanie do wirtualnego pokoju nowej dekoracji.

kind-words-recenzja-gra-interaktywna-lo-fi-chill

Pozbawiając grę elementu długotrwałej interakcji i budowania faktycznych relacji, Scott zdołał wytworzyć szczególną, kierującą się jasnymi zasadami przestrzeń anonimowej życzliwości, która wydaje się być odtrutką na dzisiejszą kulturę przekrzykiwania się i dogryzania sobie w internecie. Co więcej – fakt, że gra nie jest darmowa, okazał się skutecznym sitem na trolli. Nie znaczy to jednak, że nie ma ich w ogóle. W przypadku zachowania, które nie spełnia wymogów rozgrywki, można zgłosić złośliwego użytkownika adminowi, którym jest… Ziba Scott. Jak twierdzi sam zainteresowany, ilość podobnych zgłoszeń jest na tyle mała, że może sobie spokojnie pozwolić na to, by zbadać każdą z tych spraw i wysłać spersonalizowane ostrzeżenie wszystkim zgłoszonym użytkownikom. Ja sam w trakcie kilku godzin spędzonych z grą nie natrafiłem na ani jedną wiadomość, którą należałoby potraktować w kategorii nieprzyjemnego żartu bądź złośliwości.

Nie jest to jednak jedyny aspekt pracy moderatorskiej Scotta. Najczęstszym tematem zgłoszeń graczy była (jeśli mu wierzyć) nie tyle chęć zdemaskowania trolli, co przede wszystkim troska o osoby, których listy zdradzały stany depresyjne i myśli samobójcze. Dlatego też jednym z podstawowych elementów zaimplementowanych do gry jest zakładka informująca o tym, gdzie i do kogo możemy zgłosić się ze swoimi problemami. Może to niewiele, jednak warto docenić fakt, że w przypadku tak marginalnej produkcji, twórca zdecydował się konsekwentnie kreować przyjazną przestrzeń zabawy i jednocześnie nie pozostawić zdradzających poważniejsze problemy graczy bez żadnej pomocy.

kind-words-recenzja-gra-interaktywna-lo-fi-chill

Czy “Kind Words” to coś więcej niż tylko maleńka i marginalna ciekawostka na mapie cyfrowego świata? Być może nie, wydaje mi się jednak, że warto o grze pamiętać, chociażby ze względu na skupioną wokół niej społeczność. Spędziłem z tytułem kilka wieczorów odpisując na dziesiątki maili wysyłanych najczęściej przez nastolatków i studentów, którzy dzielili się prozaicznymi problemami i wątpliwościami. Pocieszałem osoby, którym zmarło właśnie ukochane zwierzę, dodawałem otuchy wchodzącym na rynek pracy i uspokajałem tych, którzy dostawali ataków paniki na myśl o prognozowanej katastrofie klimatycznej.  Przede wszystkim jednak poświęciłem swój czas na bycie miłym dla ludzi. Nagrodą za moje starania były nie tylko wysyłane mi w ramach podziękowania wirtualne naklejki (w pewnym momencie w ogóle przestałem zwracać na nie uwagę), ale przede wszystkim wyjątkowe poczucie satysfakcji i skupienia towarzyszące mi w trakcie rozgrywki. I chociażby dla niego polecam i wam spróbować choć na chwilę zanurzyć się w świecie stworzonym przez Zibę Scotta. Poza tym, gdzie indziej można spotkać jelonkowego listonosza?

kind-words-recenzja-gra-interaktywna-lo-fi-chill
kind-words-recenzja-gra-interaktywna-lo-fi-chill
kind-words-recenzja-gra-interaktywna-lo-fi-chill

Redakcja: Patryk Kosenda
Korekta: Weronika Stemborowska


Dawid Podgórski – gra w gry i chciałby być pizzą. Publikował w Onecie i jakoś bardzo się tego nie wstydzi. Od 10 lat mieszka w Krakowie i stara się nie wyprowadzić. Nie lubi Marka Grechuty.