PROZA – SŁONECZNE WŁAJAŻE

Promienie promieniujące wkurwieniem. Niemal tak denerwujące, jak community dubstepowców.

Ona mu powiedziała, że sam sobie palcem, wiemy gdzie, nie trafi. A on jej, że nie ma takiej potrzeby. A ona mu, że zobaczy i jeszcze będzie wołał, żeby zeszła do salonu, a wtedy to takiego wała jak Polska cała.

Polecimy na Słońce w nocy, bo wtedy nie świeci. On zrobił kanapki, herbatę do termosu, a ona wzięła banany. Głupia, bo przecież się rozciapczą. Ale już nic jej nie mówił, bo brzmiałby, jak jej ojciec Mariusz. A on na imię miał Witold.

Tak też polecieli. Wyruszyli wieczorem, ale że czas na słońcu czas leci od tyłu, to byli około południa. On nie wziął przewodnika i chuj bombki strzelił. Zaczęła mu odstawiać operetki, że nic nie umie zrobić, że nie myśli o niczym, że przez niego teraz na pewno nie trafią w te wszystkie miejsca, w które chcieli trafić. Ale kłamała, bo sama nie wiedziała, gdzie chciałaby pójść. Z tą całą wycieczką, to był w ogóle istny ambaras, bo nie zaplanowali niczego, co w takich sytuacjach planować trzeba. Noclegu nawet nie mieli.

Wybierając cel tego weekendowego wypadu za miasto, byli pewni, że trafią na samotnię, ewentualnie kilka ładnych miejsc, żeby zrobić foty na pentagram. Dostali klimat all inclusive na Majorce. Słońce jest już przereklamowane.

Koniec końców wynajęli jakiś pokój wątpliwej jakości z przełożeniem do ceny, ale przecież mieli tam tylko nocować. No ale ona na niego z mordą, że jest takim cielęciem. I że teraz będą spać w brudnej pościeli. On w takich sytuacjach wyobrażał sobie, że usta zajmują całość owalu jej twarzy. Rozciągał ją w prawo, lewo i po przekątnej. W ogóle się nie odzywał, czasem nawet sprawdzał, czy ma język na miejscu.

W. był kompletnie przez nią zdominowany, ale chyba nawet to lubił. Zużywał mało energii na głupie sprzeczki, a w swojej głowie i tak żył zupełnie innym życiem. Wyłączał z własnej świadomości jej piskliwy głos i wyobrażał sobie jak ujeżdża ogromną jaszczurkę.

Ilustracja: Zuza Chomań

Redakcja: Paulina Żebrowska

Korekta: Weronika Widzińska


Miłek Garus – słucham, patrzę, piszę, myślę; jestem jeszcze młody.