mocuję halogen w wyrwie po słońcu
interaktywne osy zbierają nektar
z plastikowych kwiatów
na sztuczny miód
zadaszenie
zostały nam już tylko powtórki meczów.
szczęśliwie nie pamiętamy przebiegu spotkań
i rezultatów, wszystko objęła opiekuńcza,
wypierająca chmura. to morze spokojne,
w którym wolniutko toniemy. nasze, oddzielne
i wygłuszone, życie pod parasolem jest jak
bezbramkowy remis. zmęczeni powtarzaniem,
że jesteśmy zmęczeni, nieomal przestaliśmy
mówić, nasze pozbawione wyrazu twarze
milcząco robią to za nas. ciekawe, jak dziś
wygląda niebo, cedzę nagle wskrzeszony do
oka kamery, a z drugiej strony ty, jak trup
dubbingowany, odpowiadasz: myślę, że jest
niebieskie.
mówią z balkonów że jest jak w gaju
ptaszki śpiewają.
głośniki w koronach drzew wspaniale się sprawdzają.
lektyka
nienawidzę siedzieć bezczynnie, dlatego leżę.
pracują na mnie na taśmociągach tłumnie sunący w śmierć.
na skróty, polną łąką, przybyły tamże, jeszcze żywy,
pierwszy donikąd moszczę się w symulatorze.
poddane mrówki niosą mnie przez uchylane trawy,
pomylonego z królem.