Pięć wierszy

Ilha Formosa

Czy godzi się, by taka piękna wyspa pozostawała samotna?
By nałożona na nią została kwarantanna, by zdobywcy

mieli obejść się smakiem? Nie bój się wirusa,
wirus jest dla słabych. To ty
zdecydujesz, czy jesteś zwycięzcą,

czy warto o ciebie walczyć,
czy nie trawi cię choroba współistniejąca

strachu. Każdy kryzys to szansa. Nie pytaj, jakie choroby
przywieźli koloniści, pytaj, jak zwiększyły klikalność
i ruch turystyczny.

Tajwan

„Kraj, który nie istnieje wygrywa z epidemią” – piszą gazety
i to nie jest metafora. Społeczeństwo, które istnieje, z kraju, który nie istnieje,
solidaryzuje się ze społeczeństwami, które nie istnieją z krajów, które istnieją

i wysyła im maski. Chłopak z kraju, który istnieje, mówi,
że nie będzie zakładał kagańca wysłanego z kraju, który nie istnieje.
Mówi: „Chcą nas unicestwić!” Ludziom nie zakłada się kagańców,

choć mówią rzeczy złe. Psom zakłada się kagańce,
choć mówią rzeczy dobre. Wiem, że to efektowne uproszczenie.
Po prostu w porównaniu wypadamy skrajnie niekorzystnie.

Koleżanka pisze do mnie w liście: „Podziwiam cię.
Jak tu w ogóle wytrzymujesz?”. Mając na myśli mój kraj, który istnieje.
Odpisuję: „Nie otaczam się społeczeństwem, a dobrymi ludźmi”.
Odpisuję: „Czułem się bezpieczniej, gdy ludziom nie opadały maski”.

Chemia

Albo czujesz się jak przegryw, bo po pandemii oblazłeś skorupą,
nie wychodzisz, nie spotykasz się, i jest ci tak dobrze,
no, może nie dobrze, ale bezpiecznie,
ale czujesz się jak przegryw, bo cały świat mówi,
„nie daj się zamknąć, wyjdź do ludzi”,
choć coraz gorsze masz o ludziach zdanie, totalnie
nie ma między wami chemii,
niemniej obłazisz skorupą, i czujesz, a raczej wkręcasz sobie,
że ludzie myślą o tobie jak o raku,
choć przecież nie jesteś niszczycielską siłą,
przeciwnie, wszystko w twoim DNA się cofa, wszystko się zwija,
jest zwiniętym w kłębek psem o imieniu Helisa.

Itaewon

Albo kiedy chciałabyś powiedzieć coś ważnego,
i czujesz się, jakby ktoś zupełnie obcy
pobierał ci tęczowo-brokatowy wymaz z nosogardła,
a brokat kleił się do rąk, i wszędzie, wszędzie go było widać.

I wyobrażasz sobie, jak Minister Zdrowia alarmuje:
Noszenie masek nie przyczyniło się do spadku zakażeń. Musimy ulepszyć
system testowania i śledzenia kontaktów.
I chciałabyś stąd wyjechać,
najlepiej gdzieś daleko, na przykład do Seulu

gdzie dwie dziewczyny z różnych gospodarstw domowych
łamią właśnie zasady izolacji. Idą do pubu w dzielnicy Itaewon –
jedynym miejscu, gdzie mogą się spotkać. Wybucha
kolejne ognisko. Tłum wybiega na ulice.

Złość

Czy w maseczce da się powąchać różanecznik, magnolię, judaszowiec kanadyjski?
Da się, ale to nie to samo. Więcej w tym pamięci świata, który był, niż uczucia –
w czasie pandemii zwierzam się chińskiej przyjaciółce,
która zawsze chciała odwiedzić miasto miłości, Paryż.
Mówię, że na przedmieściach Paryża pachnie

benzyną, eskalują zamieszki, głodni ludzie palą samochody
i opustoszałe sklepy. Chińska przyjaciółka dziwi się: ale na co się złoszczą?
Przecież to niczyja wina. To wina wirusa.

*Ilha Formosa – port. „piękna wyspa”, kolonialna nazwa Tajwanu

Ilustracja: Dominika Chmielewska


Jakub Sajkowski (ur. 1985) – poeta, lektor języków, tłumacz, recenzent. Opublikowane książki poetyckie: Ślizgawki (2010), Google Translator (2015), Zestaw do kaligrafii (2018). Wiersze publikował m.in. w „Pro Arte”, „Arteriach”, „Dwutygodniku”, „Art Papierze”, na stronie internetowej Biura Literackiego oraz w lokalnym wydaniu „Gazety Wyborczej”. Finalista i laureat kilku konkursów poetyckich. Laureat stypendium artystycznego miasta Poznania i Medalu Młodej Sztuki.