dosiadłem kosa
mam odcisk cywilizacji na stopie
myślę o człowieku który się nie broni
skacze ze schematu wskakuje na schemat
śmierć będzie chwilą uniesienia
dlatego dosiadam kosa
podniebny harnaś pruje przez góry
strach będzie pragnieniem powrotu
tam gdzie odcinka kończy się tęcza
kładę brodę na pierś
spadam z kosa
taka scena
drakkar pędzi przez dakar w środku
korneliusz młot prosi o przekąski
rzuca na wózek garść zawleczek
pijani fremeni padają do stóp
siedzisz obok masz życie jak top chips i energolek
trójkąt kanapki od święta rzuca inne światło
stajesz w strachu przed wschodzącym słońcem
to wiersz drogi podeszwy cienkie jak papier ryżowy
agresywna szyba nie pozwala usnąć
stajesz w niemocy przed tym chujkiem czasem
poznajesz go po kroku wzruszasz ramionami