komentarz autora:
im starszy się robię, tym mniej ufam dogmatom. w ich miejsce wybieram praktykę i regularny trening – najbardziej chciałbym chyba, żeby to praktyka mówiła sama za siebie.
ponieważ jednak na razie nie umiem jej usłyszeć, sprawdzam na ile mogę skracać dystans dzielący ją od języka wypowiedzi (żeby zbyt nie przydusić jednego ani drugiego).
od mniej więcej roku konsekwentnie medytuję a zaprezentowane wiersze to skutki uboczne tego doświadczenia. ani ‘z’ ani ‘o’, najwłaściwsze będzie określenie ‘rownolegle’.
nawijka
chowam język
za zębami
zęby
za ustami
usta
za dłońmi
w dłoniach głos
wedrzyj się
gwiezdna pizdo
wydrzyj się
frunąca głowa milarepy
raz dwa trzy już jesteś padliną
muchy gzz kolonie szczepy
ktoś podchodzi robi zdjęcie na gminny konkurs
ta gmina to gdzieś na śląsku
ale wcześniej nie słyszałeś
w ogóle słyszysz coraz mniej
jako gwiezdna pizda żyjesz po prostu czymś innym
mięsiste łydki milarepy
raz dwa trzy już jesteś krową
muchy gzz kolonie szczepy
ktoś podchodzi przegania je tańcem łokci
następnie przyciąga kanister wyjmuje zapałki
ten ogień nakarmi cię nie strawi
gwiezdna pizdo
zacznie od rogów
rozległe płuca milarepy
doprawdy można poczuć się częścią szczepu
siedząc przy oddychającym jeziorze
kołyszesz się jak bukłak z esencją baśni
przez szpary na powietrze wnika nekrofauna
dziś rano zapomniałem o jednym wdechu
konsekwencje odczuję za tysiąc lat
zacznie się od czkawki
bekania gruzem
noga wypadnie mi z szelek
tymczasem kończę bo zbliża się sosnowski
w łódce z innymi napierdalaczami wszyscy wydziarani
walą mazut prosto z kotłów