Ej, co on robi? Biega, krzyczy.
Szorowałeś kiedyś krwawy lód, kiedy curlingowy wróg wypuszczał kometę z lufy wprost pod twoją szczotę? Pamiętasz komunijną wiksę kuzyna na boisku do rzutu młotem? Opresyjnego wuefistę i jego ekstatyczny kantorek?
Generalnie nie ma opcji, aby w tym kraju nie żyło przynajmniej kilkunastu biednych podlotków imieniem Małysz. Te osoby powinny mieć swój czuły zlot, co najmniej doroczne mizianie wątpliwej sztamy, jakiś autoironiczny turniej w DSJ3, po którym wszyscy i tak poczują się zbrukani. Ofiary najokrutniejszej mody zaraz po wysypie fryzur à la Ronaldo Mundial Korea ‘02. Nazywasz się Małysz Miłosz i robisz sport.
Sport to faza i tak to jest: czasem czołgamy się dla krzaka, innym razem biegniemy dla rzeki. A czasem stary pyta cię, czy wygrywasz i nie możesz zaprzeczyć, dlatego zapraszamy do rodzinnego ćpania sportu na Estadio de Weedao, gdzie uskuteczniamy doping w ramach drugiego tematycznego numeru „Stonera Polskiego”.