Proza – Dzieci wysokiej jakości

Dzwonek. Koniec ostatniej lekcji. Antoni schowa jeszcze dzieci do szafek w korytarzu i może wracać do mieszkania. Tak naprawdę dzieci w szafkach schowają się same. Samokontrola w edukacji jest najważniejsza. I ją dzieci opanowały perfekcyjnie.

Dwadzieścioro uczniów podniosło się równocześnie. Bardzo ładnie wyglądali w tych jednakowych granatowych marynarkach, spod których wystawały białe kołnierzyki koszul. Nauczyciel spojrzał jeszcze z satysfakcją na spódniczki zakrywające kolana i znikające pod nimi skarpetki. W zeszłym roku zmieniono rozporządzenie dotyczące możliwości wyboru między spodniami i spódnicami. Sam zaproponował tę zmianę. Nie zaprzeczał, kiedy w trakcie zebrania rady pedagogicznej niektórzy uzasadniali, że ujednolicenie stroju zmniejszy niesprawiedliwość oceniania. Psycholog mówił dość szczegółowo o przeprowadzonych przez siebie ankietach, które wskazywały, że nauczyciele podświadomie wystawiają wyższą ocenę tym, którym widać było większą część skarpetek. Sprawiedliwość jest bardzo ważna, ponieważ pozwala na załatwienie spraw jeszcze ważniejszych. Tym razem chodziło o oszczędności. Przynajmniej na tym zależało Antoniemu. Jak i pewnie wszystkim. Wniosek przegłosowano jednomyślnie. Dzięki oszczędnościom będzie można podnieść pensje nauczycielskie. A jeśli przy okazji członkowie rady pedagogicznej będą mieli poczucie dobrze spełnionego obowiązku, tym lepiej.

Uczniowie skierowali się do szafek stojących na korytarzach. Antoni rozejrzał się po sali. Wszystko na swoim miejscu. Krzesła cierpliwie strzelały nogami w sufit, ławki znajdowały się od siebie w regulaminowej odległości pięćdziesięciu dziewięciu centymetrów. Nie musiał tego sprawdzać, chociaż zwijana miarka czekała w biurku nauczycielskim obok kątomierza, który służył do kontrolowania, czy uczeń układa przybory pod odpowiednim kątem względem brzegów ławki. Klasa Antoniego wszystko ustawiała jak trzeba. Gdyby którykolwiek element był niezgodny z wytycznymi, koledzy by o tym donieśli. Dzięki wskazywaniu błędów innych mogli zdobyć lepszą ocenę z zachowania.

Wyszkolił ich. Z roku na rok w szkoleniu był coraz skuteczniejszy. Przebiegł wzrokiem po gazetce znajdującej się na ścianie obok drzwi. Osiemnaście tysięcy znaków czcionką Times Old Roman Education 10 z interlinią półtora obok czarno-białego zdjęcia założyciela miasta. Kolory nie mogą rozpraszać uczniów. Najważniejsze są przecież informacje zawarte w tekście przepisanym z podręcznika.

Zadowolony z postępu klasy Antoni uderza w przełącznik, żeby wyłączyć światło. Słychać puknięcie. Karci siebie za zbyt mocne uderzenie. Ale nagana przegrywa z zadowoleniem. Dodatkowych powodów do szczęścia dostarcza mu projekt, którego szczegóły kryją się w trzymanym w lewej ręce neseserze.

To będzie prawdziwa rewolucja.

Myśl ta towarzyszy mu podczas obserwowania uczniów chowających się do szafek stojących na korytarzu. Teraz wystarczy przejść wzdłuż i przekręcić zamki. Uczniowie nie powinni być w stanie wyjść i bez tego, ale w edukacji ważne są odgórne wytyczne. Te zaś określają, że należy zabezpieczyć ucznia w szafce przy pomocy zamontowanego w drzwiczkach szyfrowego zamka.

Antoni uśmiecha się. W myślach widzi podopiecznych. Każdego w szafce oświetla ledowa żarówka montowana na suficie. Przed każdym stoi krzesło, pod klapą w podłodze schowane są podręczniki. Każdy za chwilę zasiądzie nad problemami rozwiązywanymi od pokoleń, a potem nauczy się wzorów i regułek, które jutro wiernie odtworzy na testach i kartkówkach. To daje nauczycielowi najwięcej satysfakcji.

Dobre dzieci. Wysokiej jakości.

I oczywiście zgodne ze standardami. Antoni pomagał przy ich opracowywaniu. Kandydatów do tej roboty było wielu. Wybrano akurat jego, nie tylko ze względu na wieloletnie doświadczenie pedagogiczne, ale także na precyzję opisu dzieciaka aspirującego do bycia uczniem. I oczywiście plan udoskonalania go.

Przyglądał się uważnie, gdy pierwsze egzemplarze nowych uczniów pojawiły się w jego placówce. Przez trzy lata dopisano kilka aneksów dotyczących stroju, wyposażenia szafek albo prawidłowego sposobu przemieszczania się między salami lekcyjnymi a stołówką. Ale główne założenia pozostawały bez zmian. I dawały pedagogom spokój.

Nauczyciel, a właściwie cały system edukacji, potrzebuje spokoju. I pewności, że plan działa. Na razie działał. Uczniowie także. Antoni bardzo dobrze wiedział, że mechanizm oparty na żywym organizmie może go zawieść, więc od samego początku szukał lepszych rozwiązań. Inni nauczyciele także szukali. Szczególnie ta okularnica prowadząca zajęcia z historii sadownictwa. Stała teraz w drzwiach sali po drugiej stronie korytarza i spoglądała w jego stronę.

Obserwuje mnie?

W głowie Antoniego pojawiła się absurdalna wizja, że jej wzrok potrafi przeniknąć do jego myśli i wykraść z nich nowy plan. Plan, który jest rewolucyjny na wielu poziomach i za który spodziewał się uzyskać premię. W końcu wprowadzenie go w życie przyniosłoby niebagatelne oszczędności. Może więc i premia będzie niebagatelna. Poza tym jego plan pozwalał, żeby nauczyciele utrzymali pracę w czasach, kiedy coraz mniej dzieci zgłaszanych jest do szkół.

Przerażony spojrzeniem nauczycielki obrócił się, wszedł do sali i zamknął za sobą drzwi. Trzasnęły. Nagana tym razem została pominięta. Włączył oświetlenie. Energicznym, zbyt energicznym, krokiem pokonał odległość między wejściem a katedrą.

Jeśli ta baba nie ukradnie mu pomysłu, to przedstawi swój. Albo zgłosi poprawioną wersję tego, który poddano pod głosowanie w zeszłym roku. Zaproponowała wówczas, żeby liczeni łącznie uczniowie w klasie nie przekraczali ustalonego odgórnie limitu masy. Gdyby tak się stało, najcięższego pozbawiano by kończyny, żeby zlikwidować nadwagę całej grupy. Plan ten miał przynieść oszczędności, ponieważ uczniowie ze strachu przed karą wybieraliby mniejsze porcje na stołówce, a dodatkowo ich sylwetki stałyby się bardziej jednolite, więc w znacznym stopniu można by ograniczyć liczbę wykrojów stroju uczniowskiego.

Sam pomysł Antoniemu się spodobał. Zazdrość nie pozwoliłaby mu głosować za, ale na szczęście inni wskazali minusy rozwiązania z wagą – jak zaczęto je między nauczycielami nazywać. Główny zarzut dotyczył oszczędności, które wydawały się pozorne. W projekcie nie uwzględniono kosztów zakupu wag ani zatrudnienia osoby bądź osób dokonujących pomiaru czy też ewentualnych amputacji.

Poza tym, co robić z odciętymi kończynami? Dokarmiać nimi zwierzęta? – zgłaszał wątpliwości nauczyciel początków myślistwa. – No i jak taki uczeń będzie wyglądał? Na apelu nie wystąpi, nie? Nie mówiąc o tym, że każdemu uczniowi po amputacji trzeba będzie szyć nowy strój, który uwzględni brak konkretnej kończyny.

Ta wypowiedź pogrzebała projekt, ale mówiło się w trakcie przerw międzylekcyjnych, że przecież to był pierwszy pomysł tej nauczycielki i że jeszcze wszystko przed nią. Jednocześnie podkreślano oryginalność samej propozycji, zastanawiając się, nad czym pracuje obecnie. Może przy nowym projekcie już nie będzie dobrych argumentów, żeby zagłosować przeciw.

Antoni zasiadł w fotelu. Do następnego zebrania rady pedagogicznej został jeszcze tydzień. Z każdym dniem czuł coraz większe napięcie. Kilka razy dziennie przeglądał swój projekt. Teraz także postanowił się mu przyjrzeć. Położył neseser na katedrze. Ustawił odpowiednią kombinację pięciu cyfr na zamku i zatrzaski odskoczyły. Z namaszczeniem wyciągnął papierową teczkę. Kilka razy się zastanawiał, czy ten, jak zakładał, przełomowy plan nie zasługiwał jednak na godniejsze opakowanie. Ostatecznie zrezygnował ze zmiany. Dokument to dokument. Nawet tak ważny. A dokumenty powinny tkwić w papierowych teczkach. Trzeba się trzymać wytycznych. Szczególnie kiedy jest się nauczycielem.

Wyjął teczkę. Palcem przesunął po jej krawędzi. Zanim zajrzał do środka, pomyślał o sobie w trakcie realizacji projektu. Oczyma wyobraźni widział, jak przechadza się między ławkami, za którymi siedzą uczniowie z tektury. Ich głowy – przymocowane zgodnie z załączonymi szkicami i tabelami – kiwały się z powagą.

Kiedyś pewnie i nauczycieli zastąpią tekturowymi stojakami, żeby dyrektor mógł zaoszczędzić. Ale do tego czasu – Antoni żywił taką nadzieję – on zdąży zostać dyrektorem. Tymczasem…

…otwarły się drzwi. Do sali weszła nauczycielka historii sadownictwa. Weszła do jego sali? Weszła do jego sali! Zgłosi to na spotkaniu rady pedagogicznej, a wtedy…

– Pański uczeń uciekł z szafki.

– Uciekł?

– Zapomniał kolega o zamkach.

Ilustracja: Piotr Marzec

Redakcja: Paweł Harlender

Korekta: Weronika Stemborowska


Michał Domagalski – urodził się, mieszka za lasem (jeśli patrzeć z centrum Poznania). Złożył tomik wierszy Poza sezonem, który ukazał się drukiem i został nominowany do Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej Silesius w kategorii debiut roku oraz do Nagrody im. Kazimiery Iłłakowiczówny. Pisze opowiadania i zaczyna je publikować.