Stoner Polski

Czy to już spokój czy jeszcze śnienie? O „zna swoje miejsce” Kaspra Pfeifera 

Urodzona w 2000 roku absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego, jak również początkująca krytyczka literacka. Miłośniczka muzyki folkowej, obrazów Beksińskiego oraz herbaty

Ilustratorka, autorka tekstów, studentka Sztuki Współczesnej, interesująca się kuratorstwem sztuki, antropologią kulturową (głównie Bałkanów, w szczególności Serbii), montażem wideo. W pracy twórczej łączy fascynację fakturą tkanin z eksploracją formy i kompozycji obrazu.

Zna swoje miejsce (Stowarzyszenie Pisarzy Polskich, 2025) Kaspra Pfeifera zdaje się ukazywać mechanizmy rządzące państwem kapitalistycznym, które w tym ujęciu są niepokojąco zbieżne z rzeczywistością dystopijną. Zgodnie z przedstawioną wizją świata pogrążona w zbiorowym marazmie, konformizmie, a także niekończącej się gonitwie za dobrami ludzkość pozwala sobą sterować poprzez lejce systemu. Czy da się więc jeszcze mówić o wolności w świecie przesiąkniętym kontrolą i opresją? 

Do właściwej treści utworu sprawnie wprowadza motto pochodzące z LXXXVIII strofy Pieśni o Rolandzie w przekładzie Tadeusza Boya-Żeleńskiego: „Dla swego pana godzi się ścierpieć wielkie niedole i znosić wielkie gorąca i wielkie zimna, i trzeba postradać krew i ciało”. W tytułowym eposie zdanie to nawiązywało do cech, jakie powinien posiadać ideał chrześcijańskiego rycerza – wiernego Bogu oraz królowi. U Pfeifera natomiast odwołanie do tradycji literackiej za pośrednictwem rzeczonego cytatu służy raczej ukazaniu pod wieloma względami wyniszczającego charakteru relacji obywatel-system polityczny, w której to obywatel jest jednostką zależną, a co za tym idzie jego dotykają potencjalne reperkusje tam, gdzie system jest wadliwy.  

Tomik Zna swoje miejsce rozpoczyna wiersz pt. Kasba ewokujący obraz świata jako ufortyfikowanego miasta lub ula, a zamieszkujący go ludzie są jak pszczoły robotnice podlegające aparatowi kontroli w osobie policjanta („dlaczego w tym roju / pozwalam sobie drwić, dlaczego mówię, / że policjant, który jest z wami, to nisko wiszący owoc?”). Motyw policjanta nasuwa skojarzenie z orwelowską Policją Myśli, pojawiającą się w powieści Rok 1984 jako tajna policja zajmująca się wykrywaniem tzw. myślozbrodni poprzez szeroko pojętą inwigilację społeczeństwa. W państwach kapitalistycznych na szczęście nie istnieje jeszcze struktura stosująca metody dosłownego przenikania do głów obywateli, za to kontrolę nad człowiekiem z dużym powodzeniem sprawują np. środki masowego przekazu poprzez efekt FOMO, jak również zaszczepianie w odbiorcach konformistycznych postaw czy projektowanie na nich często nierealnych standardów życia, wmawiając, że bez ich osiągnięcia są mniej wartościowymi jednostkami. Podmiot liryczny pełni w utworze rolę obserwatora rzeczywistości przyglądającego się pozornej wartości egzystencji nastawionej jedynie na pracę i konsumpcję, a co za tym idzie kpiącego z poddańczej funkcji obywateli. Z jego perspektywy organ sprawujący władzę jest na wyciągnięcie ręki – jak „nisko wiszący owoc” – więc to ich odpowiedzialność, iż po tę władzę nie sięgają czy też w żaden sposób w nią nie ingerują. 

Istotną postacią wiersza jest pies znajdujący się na terenie slumsów, a zarazem stojący przed dylematem: zostać czy odłączyć się jak pszczoła od roju i założyć nową kolonię gdzieś na rozciągającej się nieopodal łące. „Ja” liryczne radzi zwierzęciu: „Zbliż się, / skoro już jesz z ręki rojenia, zabliźnij się w hymnie, / do którego nie da się maszerować”. Przyjmując, że jest to metafora ideologiczna (a zarazem nawiązująca do awangardowych zainteresowań autora), to zaproponowana alternatywa wydaje się daleka od sztywnych zasad życia w społeczeństwie, za to kusząco swobodna – można powiedzieć: zapraszająca do obywatelskiego freestyle’u.  

Motyw psa zdaje się być kluczowy również z perspektywy tomiku jako całości. Stworzenie to truchta po kartach książki, pojawiając się to tu, to tam w poszczególnych wierszach i symbolizując często coś w rodzaju zrywu serca, aktu odwagi pozwalającego na wyłamanie się z owczego pędu. Niejednokrotnie także sam podmiot liryczny utożsamia się z czworonogiem, np. w wersach pojawiających się w Tu tłum, tu tłum:  

(…) Zanim sforę oszczekam, zmyślę dryf 
zbitego oka, nową perspektywę służenia. Bracie strachu, 
skoczyłem na ciebie z pianą i zwarliśmy się, 
jak zwierają się palce na gardle. Do nich, do innych ludzi 
z czułością się zbliżę, już widzieli, jak pies rękę liże.  

Niemniej ważna w Zna swoje miejsce, jak i z perspektywy krytyki realizmu kapitalistycznego, jest kategoria „śnienia”. Mark Fisher w swojej książce Realizm kapitalistyczny. Czy nie ma alternatywy? tłumaczy to zjawisko jako uwewnętrznienie myślenia rynkowego na tyle głębokie, iż powoduje ono zbiorowe projektowanie sprzecznych narracji na temat rzeczywistości, gdyż – cytując filozofa: „Jeśli realne jest nie do zniesienia, jakakolwiek rzeczywistość, jaką konstruujemy, musi być utkana z niekonsekwencji”. Możliwym jest więc, że również poeta podążył tym tropem w wierszu Sfora, ukazując tłum postaci bezrefleksyjnie podążających za wmówioną im wizją świata. Widoczne jest to np. w wersach: „nas, sfory, ten słodki śpiew / wprawia w śnienie”, a następnie: 

Nie chcemy wierzyć w inne niż nasze  
zmyślenie wspólnego. 
Idziemy i słyszymy: 
bądź sobą, a więc tym, 
który się nie wtrąca. 

Podmiot liryczny we wspomnianym utworze zauważa jeszcze inną przeszkodę stojącą na drodze wolnej myśli – czyli degradację znaczenia mowy we współczesnym świecie: 

Idziemy, 
lecz nikt nie krzyczy do autorów nauczań, 
nikt nie mięknie, zamykając się w żołnierskim słowie, 
bo przestaliśmy widzieć 
przyszłość 
podtrzymywaną w mowie. 

Mowa to medium będące z reguły niezawodnym nośnikiem wszelkich myśli i uczuć szukających w nas ujścia ku zewnętrzu, a także narzędziem niezbędnym do prowadzenia dyskusji, do wyrażania sprzeciwu lub uznania dla prezentowanych nam przez świat idei. Bez niej jesteśmy wydrążeni i niezdolni do obrony przed umieszczeniem w nas jakiejkolwiek forsowanej wizji rzeczywistości – a skoro nie mamy wpływu na naszą teraźniejszość, to nie będziemy mieli wpływu na przyszłość. Zresztą, gdyby słowa nie miały mocy sprawczej, to poezja Pfeifera nigdy nie powstałaby jako samodzielne pisemne świadectwo wolnej myśli – nie powstałaby też BibliaMein Kampf ani żaden protest song, a Martin Luther King nigdy nie powiedziałby „I have a dream”.  

Do w gruncie rzeczy podobnej wartości może nawiązywać tytuł tomiku – a jest nią poczucie autonomii stanowiące prawo naturalne każdego stworzenia. Za pomocą słów ,,zna swoje miejsce” autor przypomina, że nawet jeśli znajdziemy się w najbardziej opłakanym położeniu, gdy ktoś będzie starał się na siłę dopasować nas do sztywnych ram odpowiadających jego pomysłowi na świat, a strach zajrzy w oczy, my musimy zdać sobie sprawę z pierwotnej i najpotężniejszej przynależności każdego wolnego człowieka – przynależności do samego siebie. Taka postawa silnie wybrzmiewa także w wierszu pt. Miejsce sfory, w którym pada tytułowa fraza: 

Długo po tym, jak powinność chwyciła nas za skronie, 
czujemy, że jej ząb wciąż tkwi w nas jak klin. 
Wsłuchujemy się w bicie serca psa: 
zna swoje miejsce, strach ma piękne oczy. 
Zna swoje miejsce, czy wolno się bać? 
Zna swoje miejsce, strach to mała śmierć. 
Zna się i chce nowego imienia. 

A skoro mowa o tytule, to warto także przyjrzeć się nie byle jakiej oprawie graficznej książki. Okładka sprawia wrażenie jakby to, po co sięgamy, nie było wcale poezją współczesną, ale jakimś surrealistycznym komiksem opowiadającym o przygodach demonicznego wilko-psa oraz jego małego słodkiego przyjaciela kota. Jednak po zapoznaniu się z warstwą liryczną szybko okazuje się, że warstwa graficzna koresponduje z nią na kilku poziomach. Istotny jest przede wszystkim centralny element ilustracji, czyli postać samego psa (o jego niebagatelnym znaczeniu dla utworu wspominałam już w tej recenzji). Graficzne przedstawienie zwierzęcia wyglądającego jakby jego organizm toczyła choroba – sądząc po nienaturalnie wydatnych żyłach na ciele oraz oku wychodzącym z oczodołu i unoszącym się nad głową czworonoga, by następnie skroplić się na ziemię jak deszcz i dać życie runu leśnemu – zdaje się poniekąd ilustrować pytanie postawione w wierszu Pęknięcie sfory pochodzącym z omawianego tomiku: „Dlaczego niewinne oko leje się / w krainie opływającej mlekiem?”. Od razu nasuwająca się odpowiedź brzmi: bo kraina opływająca mlekiem nie istnieje. Świat doczesny daleki jest od starotestamentowej idylli, a więc pojawiają się w nim anomalie. Przykładem takowej mogą być ciernie oplatające psa z rysunku – jest to najpewniej metafora opresyjnego systemu, który zniewala człowieka, a im mocniej nieszczęśnik się szamocze, tym boleśniej kolce rozrywają skórę.  

Jednak istnieje też tylna okładka tomiku, utrzymana w zdecydowanie bardziej stonowanym tonie. Widać na niej śpiącego psa – teraz już wolnego od cierni i objawów choroby, tak jakby w końcu osiągnął upragniony spokój – a w tym samym czasie koci towarzysz zdaje się nad nim czuwać. Ale czy na pewno? W końcu pies równie dobrze może być pogrążony w śnieniu, a więc jego wolność w takim przypadku byłaby jedynie pozorna. Niepokojący wydaje się także fakt, że nad bohaterami nadal unoszą się tajemnicze oczy, tak jakby pozostawali oni pod ciągłą obserwacją (co swoją drogą ponownie przywodzi na myśl Rok 1984 i oko Wielkiego Brata).  

Zbliżając się ku końcowi, trzeba przyznać, że Zna swoje miejsce zdecydowanie nie należy do łatwych w odbiorze – jak to już wcześniej ujęłam – świadectw wolnej myśli. Warstwa liryczna tomiku pełna jest niejednoznaczności, może nawet sprzeczności, co sprawia, że nawet po kilkukrotnej lekturze pytanie o „właściwą interpretację” nadal odbija się echem w głowie. Fakt ten jednak ani trochę nie ujmuje treści, a po prostu czyni wiersz wierszem – czyni go żywym organizmem, który każdy może zbadać na swój sposób. Jedno w tym wszystkim jest pewne: Zna swoje miejsce przekazuje prawdę o świecie w tak nienazwanie osobliwy sposób, że długo po przeczytaniu czuje się na sercu jej ciężar. W takim wypadku nie pozostaje już nic innego, jak tylko czekać, aż przyjdzie „spokój wiodący nadzieją sfory” i nas wyzwoli.