Stoner Polski

caroline – caroline2 | recenzja

Korespondent muzyczny Stonera Polskiego. Robi rzeczy solo i z innymi Stonerami. @tzura00000 na Instagramie.

Ur. 1999. Prozaiczka, dziennikarka i graficzka. Absolwentka studiów architektonicznych, zajmuje się krytyką architektury i ilustrowaniem poezji. Współwłaścicielka psa Rufusa. W 2024 roku nakładem wydawnictwa Ha!art ukazała się jej debiutancka książka „Love Song". Mieszka w Krakowie.

EUFORIA PRZESUNIĘĆ

Gdy byłem na ich koncercie podczas ostatniego festiwalu Unsound, zespół stał na scenie w półkręgu. Nie było frontmana w skórzanej kurtce, który grałby solówki na gitarze elektrycznej i zgarniał całą uwagę dla siebie.

Zamiast tego był moment, w którym dwóch gitarzystów stojących naprzeciwko siebie pochyliło się ku sobie i delikatnie oparło głowy na barkach kolegi. Ten obrazek przekonał mnie, że to jest post rock, gdzie skórzane kurtki zostały zamienione na materiałowe torby na ramię.

Londyński zespół  wywodzi się z ekosystemu, który wyłonił się wokół pubu Windmill w dzielnicy Brixton w Londynie i który przez ostatnie sześć lat dominował w brytyjskim podziemiu, łącząc wpływy z różnych, bardziej eksperymentalnych odmian rocka. caroline powracając ze swoim drugim albumem, bierze etos sceny Windmill i robi z nim coś, czego nie zrobił nikt inny – czyni go delikatnym.

Zbierając notatki na tę głosówkę, miałem problem, ponieważ muzyka caroline skutecznie broni się przed zaszufladkowaniem i jest jak pryzmat. Minimalna zmiana perspektywy odsłania inne barwy i napięcia. Mam trudności ze złożeniem opowieści o doświadczeniu takiego albumu. Postanowiłem, że wyjdę z tego poprzez zastosowanie sztucznie sztywnych ram: przejdę przez tracklistę i opowiem o każdym z utworów z osobna. To, co przypiszę jednemu z nich, mógłbym powiedzieć o każdym innym, gdybym wziął ten pryzmat w ręce, obrócił i zobaczył go pod innym kątem.

Album zaczyna się od piosenki „Total euphoria”. Jest jak strażnik stojący przy bramie, który mówi: „Jeśli to, co teraz słyszysz, nie kręci cię, odejdź. Ta płyta nie jest dla ciebie”. Instrumenty grają jednocześnie w różnym tempie, ścierając się i tworząc napięcie w powietrzu. „Jeśli to cię kręci, słuchaj dalej”.

W „Song two” instrumenty już nie trą się ze sobą, są lekko pijane – kołyszą się. Różnorodność instrumentów umożliwia na przykład medytacyjne outro, w którym klarnet i saksofon pulsują powoli razem.

Obecność Caroline Polachek na „Tell me I never knew that” działa jak spotkanie z odmienną istotą z uniwersum caroline. Jej głos ma główną rolę – jest czytelny i bezpośredni. W dalszej części utworu klarowność zostaje jednak rozmontowana i wciągnięta w instrumentalny gąszcz.

„When I get home” jest najcichszym i najbardziej kruchym utworem na albumie. Podczas słuchania na odpowiedniej głośności docierają do nas wychwycone przez mikrofon detale, które tworzą muzykę caroline. Wokal wyraża tęsknotę oraz potrzebę nawiązania relacji. Teksty na caroline 2 są mantryczne, przypominają szept. W końcówce cały zespół zaczyna jednocześnie grać i śpiewać, tworząc nasycone zakończenie, które dopełnia wcześniejszą nieśmiałość.

„U R UR ONLY ACHING” jest migotliwą zbitką kilku nagrań pochodzących z różnych miejsc. Buduje chwilowe poczucie bycia w środku jednej przestrzeni, po czym gwałtownie przenosi do kolejnej. Intymność szepczącego wokalu kontrastuje z agresywnym autotunem. Ciche nagrania zderzają się z energicznym i pulsującym dźwiękiem.

„Coldplay cover” to jedna z zabaw z popem – sprawdzanie, jak daleko można posunąć się w bezpośredniości bez popadania w banał. Zespół podczas nagrywania tej piosenki był rozstawiony w dwóch pokojach. Słychać przenoszenie mikrofonu, kroki, ruch oraz dźwięki tła, które normalnie zostałyby wycięte. To zestawienie pomysłów daje przerwę i luźniejszy moment na płycie.

„Two riders down” jest najbardziej emo fragmentem caroline 2. To gęsta, monumentalna ściana dźwięku, ale też wewnętrznie zmienna i wielokolorowa. Perkusja jest ruchliwa, płynna i napędza cały utwór swoim ruchem. Energia jest niepokojąca, zagęszczona, intensywna. Skrzypce wywołują tu skojarzenia z kowbojami i westernem. Na koncercie ta głośna ściana dźwięku zadziałała porywająco dzięki samej skali brzmienia.

„Beautiful ending” zamyka album. Przesterowany bas kontrastuje z szeptanymi wokalami i krystalicznie nagraną gitarą akustyczną. Zestawienie tych pozornie sprzecznych światów – przetworzonego i intymnego – unieważnia ten podział i sprawia, że wracam do tego albumu.

Mój stosunek do tej płyty nie jest stały między kolejnymi odsłuchami. Czasami niektóre jej aspekty mnie drażnią albo sprawiają wrażenie nietrafionych i przekombinowanych. Innym razem te same zabiegi okazują się świeże i otwierające nowe doświadczenia. caroline 2 jest jak pryzmat. Minimalna zmiana perspektywy odsłania inne barwy i napięcia.


Zdjęcia wykorzystane w recenzji pochodzą z konta zespołu caroline na IG: @carolinetheband