Psyche należy do najwewnętrzniejszych kwestii tajemnicy życia1.
Carl Gustav Jung
Tak w ogóle to był najzwyklejszy koń, ale oczy miał w chrapach. Kupiłem konia od szaleńca, umieścił je tam celowo: by ludzie widzieli jak jest szalony ten koń, i żeby lepiej szedł2.
Pentti Saarikoski
Według Constantina Noiki jedną z chorób człowieka współczesnego jest atodecja. Charakteryzuje się ona odmową tego, co jednostkowe3.Pod wpływem tej kondycji ludzi zrównuje się z masą, a każdego z osobna traktuje się jako wyraziciela wielkiej idei.
Saarikoski pragnący „żyć w świecie komunizmu, który składa się z jednego zwierzęcia4” doskonale wyraża ten stan chorobowy. Państwo podejmuje decyzję na podstawie redukcji cech jednostkowych do obrazu obywatela, statystyka utrwala cechy wspólne jak wiek, status, pochodzenie. Luki w narracjach sprawiają, że stajemy się przykładowo związani z samym pochodzeniem, trudniej odciąć się nam od genezy5 – „wszyscy Polacy to jedna rodzina”, jedno zwierzę. Generalizacje najczęściej opowiada się, ignorując kontekst, który wymaga trudu spotkania, rozmowy, relacji dialogicznej (obopólnej pustki).
Za „chorego” w ten niebywały sposób można uznać Carla Gustava Junga zajmującego się nie polityką, ale życiem duchowym. Jako psuj „metafizycznej nudy” uważał, że wszelkie ludzkie doświadczenia są wyrazem jego idei. Jak niezawodnie wyjaśnia Mirosław Piróg:
„Hermeneutyka Junga polega na włączaniu cząstkowych doświadczeń w szerszą całość, a jej podstawowa teza brzmi następująco: mity są wyrazem procesów psychicznych. Cechą konstytutywną tej hermeneutyki jest rozpatrywanie mitów wyrywanych z kontekstu kulturowego, geograficznego i historycznego, a następnie ujmowanie ich jako manifestacji archetypowej psyche. Jung zamiast tradycyjnych metafor kulturowych proponuje swoje własne – psyche, archetypy, nieświadomość zbiorowa itd.”6.
Proces terapeutyczny, który poza uwzględnieniem prywatnych fantasmagorii, ma włączać szeroko rozumiane doświadczenia psychiczne, Jung nazywa procesem indywiduacji. Stawką jest uleczenie pacjenta, a w dalszym obszarze życia – osiągnięcie pełni.
Jak pisze o metodzie Junga Deleuze i Guattari – „tym samym sposobem nic nie uzyskujemy, skoro czynniki aktualne tracą swój prywatny charakter tylko po to, by teraz korzystać z praw Ideału, i przestają wiązać się z następstwem tylko po to, by stać się zaświatami (au-delà)7”. Zaświaty, czyli nieświadomość zbiorowa, czyli co? Z tygla religii, dramatów i snów pacjentów psychiatra tka coś w rodzaju ogrodu do zabawy. Psychiatra bawi się sam, uznając to, co według niego archaiczne za najbardziej istotne u pacjenta. Traktując pacjentów za wymagające oświecenia chimery, przyjmuje rolę kolonizatora w podbojach ludzkiego ducha. Wpływ podobnego podejścia można odnaleźć u religioznawcy Mircei Eliadego, który doszukiwał się „osi świata” w doktrynach, których rozumienie było dalekie od idei axis mundi. Jeszcze bardziej znaczący przykład atodecji kryje teoria archetypów.
I
Archetypy jako kategorie stają się narzędziem interpretacji, albo nawet psychologizacji.
Przykładowo uschnięte drzewo symbolizuje życie umartwione myślą, wewnętrzna kobieta (anima) ukazuje się w śnie mnicha jako kryształowa wanna. Według Junga – „Archetypy to kompleksy przeżyć, które pojawiają się jako czynnik losowy, a ich oddziaływanie zaczyna się w naszym życiu osobistym8”. Tym samym zobaczenie twarzy dziewczynki z żyletką w zębach przez Andrzeja Sosnowskiego w dzieciństwie byłoby „najwspanialszym ryzykiem9”, bo z punktu widzenia psychiatry dziewczynka to hierofania Wielkiej Bogini. Nieważne, co sam autor powie, bo „każdy głęboko pod spodem ma podobne wyobrażenia i podobne ramy, w których układają się obrazy”. Na analizie prywatnych przeczuć Jung nie poprzestaje, refleksja psychiatry głodna tego, co Ogólne, rozszerza się na historię. Można to prześledzić na przykładzie pytania „czymże innym są losy wielkich narodów, jeśli nie sumą zmian psychicznych zachodzących w indywiduach”? Psychiatra argumentuje:
„Nie ma takiego zła, jakie nie mogłoby opanować człowieka znajdującego się pod władaniem archetypu. Gdyby trzydzieści lat temu ktoś śmiał przepowiedzieć, że proces rozwoju psychicznego pójdzie w kierunku wskrzeszania średniowiecznych polowań na Żydów, że Europą wstrząsną liktorowie dźwigający wiązki rózeg, że ziemia zadrży pod stopami legionów, że zostanie przywrócone rzymskie powitanie i że ludzie będą się tak widać na ulicach jak dwa tysiące lat temu, że zamiast chrześcijańskiego krzyża archaiczna swastyka powiedzie miliony wojowników do walki na śmierć i życie, taki prorok zostałby uznany za mistycyzującego błazna”10.
Ominę problemy tworzenia analogii historycznych i skupię się na redukcji do procesów psychologicznych. Najważniejszą krytykę dla mnie zawiera pytanie, „dlaczego powracać do mitu”11? Krzyż podmieniany jest na swastykę, aby unaocznić religijny prymitywizm tłumów… Do tego dochodzi, według wyrażenia Sosnowskiego, „kłopot ze statyczną głębią archetypu”12. Wystarczy pewien dystans, aby przejrzeć, jak wyjaśnienia psychiatry opierają się na bezdyskusyjnej metaforze. Niedawno słyszałem, jak ktoś używając wykładni Jungowskiej określił Japończyków jako „odłączonych od łożyska”! Owo „odłączenie”, miało być przyczyną ich wszystkich nieszczęść nie tylko duchowych, ale także materialnych, jak przepracowanie, samotność, inercja itd. Niewiele to się różni od dawno obalonej hipotezy, że sposób zawijania dzieci w Rosji (ograniczające ruchy pelenenie) wpływa na ich późniejszą osobowość, uległą i autorytarną. Bezdyskusyjna metafora staje się przyjętym czasowo faktem i na tym polega sztuczka. Tylko w jaki sposób, uniwersalizowanie osobistych kategorii psychiatry stało się pożywką do używania ich co rusz?
II
Zgadzam się, że nasze życie psychiczne może być „w mniejszym stopniu zaburzane i krzyżowane przez nieświadome intruzje”, pełno w nim „przeciwstawnych impulsów, zahamowań i afektów”13, aczkolwiek wyjaśnieniom proponowanym przez Junga często sprowadza się do… skrajnego indywidualizmu.
Ot, skupienie na uzyskaniu „niewzruszonej pewności” poprzez techniki interpretacyjne, które pozwalają na rozwój osobisty14. Tylko co to znaczy rozwijać osobowość? Pisarstwo Junga przenika ignorancja kolonizatora nawołującego do zdobywania wiedzy. Mówiąc, „poznaj samego siebie”, jednocześnie ma na myśli „powiem tobie, gdzie są twoje korzenie”15. Obsesja na punkcie duchowego Ogółu ustanawia jego autorytet16. Poprzez kumulację pełnych sensu treści z wielu tradycji, czytelnik może poczuć smak omnipotencji, ale zawsze będzie to smak wyselekcjonowany, opatrzony zawoalowanym komentarzem psychiatry. Nie mam zamiaru atakować Junga za „nienaukowość”, jak to często bywa podczas wojowania z astrologią. Jednak zbyt często obserwuję ludzi szafujących „archetypami” bezrefleksyjnie, bo niby czemu problemy Japończyków wiążą się z brakiem kontaktu z archetypem Matki? Wynika to z jego metody, która narzuca pewien sposób myślenia – wykładania statycznych prawd, zamrożonych „na kształt lineuszowych gatunków”17. Tym samym kategorie Junga stają się kategoriami do ustanawiania władzy. Kto nie zna metody ten nie może może dyskutować, bo, cytując Czesława Miłosza, metoda jest zarówno niezrozumiała, jak i czarodziejska18.
O jej niegasnącym uroku świadczy wielki wpływa na szeroko rozumianą kulturę. Przykładowo Jordan Peterson używa teorii archetypów do wypracowywania „osobowości” marek, a rzesza oneironautów prowadzi shadow journals, aby wyplenić z siebie cechy mniej lubiane i zwiększyć swój wpływ wśród ludzi. Tworzeniem opowieści bardziej wpływowych zajął się za to Joseph Campbell, który zaaplikował teorie Junga do scenopisarstwa, i tym samym nakarmił maszynę Hollywood – od teraz papierkiem lakmusowym dobrej historii jest Droga Bohatera. Co ciekawe, według Christophera Voglera, Droga Bohatera19 ma postać zbliżoną do algorytmu analizującego opowieść20. Z każdej przygody możemy wybrać „ostre momenty” jak wahanie, pokusa, potyczka, zdobywanie skarbu, ucieczka, a nawet nierozwiązane wątki poboczne. W założeniu to ma pomóc w opowiadaniu. Jednak potrzeba wyodrębnienia, lepienia ze snów figur, a z mitów poradników coraz częściej przypomina kalkulujący algorytm, gdzie liczy się gotowiec, emocjonalne hakowanie widza, „jeszcze, jeszcze”.
Tym samym psychologia głębi stanowi prostą receptę na wymagania etosu terapeutycznego – „gigantycznego wysiłku nakierowanego na kontemplację własnego wnętrza, odnalezienia własnej wyjątkowości oraz nieustannego komunikowania jej innym”21. Wystarczy spojrzeć, jak idee XIX-wiecznego badacza wciąż funkcjonują, czasem bardziej, czasem mniej przetworzone. Proces indywiduacji najczęściej przebiega podczas coachingu, a w każdym razie reguluje się go za pomocą „technik siebie” lub depozytariuszy prawdy, za to swój archetyp losuje się w quizach MBTI (na bazie typologii psychiatry).
III
W całej pogoni za duchowym odlotem, nie ma mowy o relacjach, że co jedna głowa to nie dwie, ani nad asamblażami, ani widokami zza okna. Jednocześnie atodecja Junga prowadzi do utworzenia nieruchomego systemu patrzenia, który można albo odrzucić, albo działać w jego ramach (stąd tak niewiele sensownej krytyki). Sztywne ramy trudno traktować arbitralnie, a w twórczości poetyka narzuca się i skraca dystans. Zatem protestuję! „Oranżada w proszku niech tu będzie tą prostą przyjemnością, jaką wówczas była”22! Duchowości trzeba szukać gdzie indziej – „w istocie nie sposób żyć bez komentarza życia i rzeczywistości”23. Według Noiki człowiek staje się wolny, kiedy potrzeby kontemplacji i poznania człowieka „rozwijają jego istotę i osadzają go w świecie”, a „możliwe w sposób pozytywny dominują nad rzeczywistym”24. Wydaje się to bardziej trzeźwym podejściem niż etapy zaproponowane przez „mistycznego błazna”, który nie zgadza się na plastyczną prawdę i dobiera jednaką szpadę każdemu szermierzowi. Idee Junga sytuują się dziś na przecięciu humanistyki, ezoteryki, popkultury, literatury pięknej, neognozy i New Age’u, co rozczarowuje, biorąc pod uwagę ich pospolitą dyrygenturę. Ten esej dedykuję fascynatom, psychologom i filozofującym. Jak głosił kameruński teologii i filozof F. Eboussi Boulaga „podstawowym doświadczeniem – które wymyka się ewentualnym podstępom złego ducha i pozostaje poza wszelkim zwątpieniem – jest: tańczę, więc żyję“25. Spiritis contra spiritum. Mistrzom zalecam taniec do Sinfonii Rossiniego.
[1] Jung, C.G. (2011). Archetypy i nieświadomość zbiorowa (tłum. R. Reszke). Warszawa: Wydawnictwo KR, s. 35.
[2] Saarikoski, P. (1986). Koń Szalonego Człowieka. Kraków: Wydawnictwo Literackie, s. 12.
[3] Noica, C. (1997). Sześć chorób ducha współczesnego (tłum. I. Kania). Oficyna Literacka, s. 130.
[4] Saarikoski, P. Dz. cyt., s. 27.
[5] Wyrażenie Marka Bieńczyka z wywiadu z gazety.
[6] Piróg, M. (2012). C. G. Jung i tradycja hermetyczna. Hermaion, nr 1.
[7] Deleuze, G., & Guattari, F. (2017). Anty-Edyp. Kapitalizm i schizofrenia (tłum. T. Kaszubski). Wydawnictwo Krytyki Politycznej, s. 152.
[8] Jung, C.G. Dz. cyt., s. 38.
[9] Określenie C.G.Junga.
[10] Jung, C.G. Dz. cyt., s. 58.
[11] Deleuze, G., Guattari, F. Dz.cyt., s. 66.
[12] Sosnowski, A. (2023). Elementaże (1&2). Wrocław: Fundacja na Rzecz Kultury i Edukacji im. Tymoteusza Karpowicza, s. 34.
[13] Jung, C.G. Dz. cyt., s. 113.
[14] Jacobi, J. (2014). Psychologia C. G. Junga. Poznań: Zysk i S-ka, s. 202.
[15] Rudolph, K. (2012). Gnoza. Istota i historia późnoantycznej formacji religijnej. Warszawa: Nomos, s. 125, 139.
[16] Na uwagę zasługuje fakt, że bardziej znani z uczniów Junga (Hillman, Marie-Louise von Franz, Wolff) nie odrzucili w pełni teorii archetypów, krytykując mistrza nadal poruszali się w obrębie jego wymysłu. Aby przyjąć istnienie archetypów, trzeba zgodzić się na specyficzny styl mówienia o ludziach i zjawiskach psychicznych.
[17] Noica, C. Dz. cyt., s. 144.
[18] „Metoda jest tajemnicza i nikt jej nie rozumie, a to zwiększa jej czarodziejski wpływ“. Miłosz, C. (1989). Zniewolony umysł. Kraków: Krajowa Agencja Wydawnicza, s. 65.
[19] Książkę Christophera Voglera upraszczającą idee Campbella okrzyknięto nową biblią przemysłu filmowego.
[20] The Hero’s Journey Is Not A Formula – Christopher Vogler. [dostęp: 2025.04.20]. https://youtu.be/4kyhi6jDvso
[21] Graff, A. (2024). Jak ryby w wodzie. Kultura terapii i jej krytycy. Er(r)go. Teoria – Literatura – Kultura, s. 335.
[22] Sosnowski, A. Dz. cyt., s. 85.
[23] Noica, C. Dz.cyt., s. 144.
[24] Tamże, s. 147.
[25] Eboussi Boulaga, Fabien. (1977). La crise du Muntu: authenticité africaine et philosophie. Essai. Paris: Présence Africaine, 1977, s. 54.