
W przygotowaniach do halloweenowej domówki wybrałem się do sklepu z 1034 rzeczami, których nie potrzebujesz, ale za tyle nibyśmiesznych pieniędzy, że kupisz, bo tak. Za skrzyniami ze skarpetami, kartonami z gumami turbo i paletami zawalonymi T-shirtami z Homerem Simpsonem stylizowanym na Homera jadącego na romecie stały kosze. Dopadłem i przebieram. Co za nikomu niepotrzebne bzdety! Bush, Gorbaczow, Marilyn, Osama, Tuskaczor… O kurwa! W tych maskach jest i on! Najpotworniejsza, najplugawsza, najkrwiożersza bestia z uniwersum III RP. Jej wartość tysiąc Kulczyków, sto Trynkiewiczów i pięćdziesiąt Thatcheroreaganów. Zbliżam maskę do twarzy i zdaje się, że widzę na niej drobne, jakby falujące ruchy. Gdy jest już tuż tuż, skoczyła i setki macek przykleja się do mnie i wwierca się w skórę, i czuję, jak wbija się nimi głębiej i głębiej, jak szuka każdego neuronu i mięśnia. Nie wiem, jak długo leżałem, a pierwsze, co zobaczyłem po ocknięciu, to troje dzieci w zabawnych maskach i z siatkami cukierków i czekolad. Jeden sus i wyrwałem je im z rączek, krzycząc: „Prywatyzuję!”.
Uciekły i zostałem sam, wlepiając z niedowierzaniem i przerażeniem oczy w witrynę. Otworzyłem usta i usłyszałem, jak zapomnianym głosem wydobyło się z nich:
Powinien istnieć elastyczny rynek pracy, nie za duża ochrona przed zwolnieniami, żeby nie było płacy minimalnej lub przynajmniej by nie była zbyt wysoka. Gdy masz w drużynie pięciu konfederatów lub trzech postkomunistów, daję każdemu plus czterdzieści pięć do nieśmiertelności, bo nigdy nie odchodzę. I oczywiście jak najmniejsze obciążenia podatkowe i regulacyjne, które mogłyby zniechęcać pracodawców do tworzenia miejsc pracy. To moje supermoce w imię kapitalizmu was wygrzmocę! Ktoś nienawistnie nazwał umowy elastyczne – śmieciowymi. Trzeba zmniejszyć stopień ochrony pracowników zatrudnianych na umowy stałe – obniżyć opodatkowanie kosztów pra…
Dosięgnęła mnie piącha wielka jak bochen. Puściły macki. Ktoś odgrażał się o ostatnim razie i bez wysiłku wziął siaty, które wcześniej należały do dzieci.
Ocknąłem się po raz kolejny. Wymacałem zakrwawioną twarz. Po masce nie było śladu. Gdzieś się przyczaiła i czeka, aż znów będzie mogła kogoś pochwycić. Nie odchodzi przecież, więc strzeżcie się, gdy spotkacie Balcercthulhu.