POEZJA – nie pierdol, słońce

solarnie rozłożony

na łopatki wciśnięte w piach
obok wiaderka w upalny dzień
w środku lata ’00

skóra brązowieje gdy gwiazda otula mnie
i spieka i spieka i spieka do cna
jakbym był kozakiem to bym był kurczakiem
z rożna

rozkładam się solarnie
po trzech dniach puchną mi kończyny
zazdroszczę gigantycznym kacprom ich
ostatniej kąpieli w chłodnej wiśle

jest środek lata ’00, upał

z kałuży pod lodówką czytam że
żar wspomnień roztopił zamrażalnik
może uda się uratować chociaż koperek

etno party

daruj słońce
szepnęła jaskinia

w cieniu zgonuje jakiś sapiens

umieramy na dziury w mózgach
w pamięciach
w podłogach
sapioseksualne koty nie chcą się już
układać na naszych kolanach

umieramy na dziury w gaźnikach
w tożsamościach
w dupach
słońce tam nie dociera
a ja mu się nie dziwię

ludzie pustyni nie zasypiają bo
noc to dobra pora na szukanie światła
z czeluści dobywa się dźwięk psychodeli

wschodzi gwiazda

bawimy się dalej

Zachód słońca nad Klondike

to jeszcze ozora
czy już poniedziałek rano?
jeszcze trance
czy już ten typ rozwozi
butle z propan butanem?

masz gorączkę
a palce zaczynają ci się złocić

midasie

przegrywasz z tytoniem
jak nuggets z suns w zeszłą
sobotę

skaczesz dalej przez gumę
grasz w klasy na dziedzińcu
skaczesz dalej i wyżej niż ten
który cuda potrafi zdziałać

w pozycji leżącej

uda masz ciepłe i ciekłe

midasie

plujesz mi w ucho dwutlenkiem
tej nocy wyschniemy na słońcu

tej nocy
przesiani przez zbyt wielkie sito
wpadniemy na powrót do klondike
cenni i brudni jak samonoworodki

zwiń szluga i rozwiń dialog

ajschylosie

pozwól chórowi ptaków
zniknąć za horyzontem
razem ze słońcem

jak żywej reklamie

BA
NA
ŁU

Najgorętszy dzień lata

kątem oka zarejestrowałem
uwiąd flagi na maszcie
okiem bez wyrazu
chwytałem szczegóły szczególiki

w męskich toaletach oglądałem fiuty
trzepotały jak ryby wyciągnięte z wody

na dworze trwał najgorętszy dzień lata
gdy nagły deszcz wywołał poruszenie wśród budynków

wydało mi się niepodważalne
że deszcz się wypada bo
nie wypada wciąż padać i
padać

wydaje mi się niepodważalne
że za dwadzieścia lat
nawciągany pandemiczny gnojek
powie gnojkowi postpandemicznemu
że jest chuj a nie zawodnik

deszcz na dworze będzie padał jak zawsze
ich nawciągana efelem będzie nawciągana jak
zawsze

nie pierdol słońce

że jesteś paradoksem.
nie jesteś, kreatorze.

koniec zimy, wiosna
może wybuchem połączyć nas z resztą?
zresztą

namaste
wstałeś dzisiaj trochę jaśniej
trochę śmielej
jak złoty jaszczur
mrugnąłeś złotym oczkiem
a teraz, zgrywusie, motasz nam cień
shame on you, ja

w twoim wieku byłem młodszy
stworzony z kwaśnych
transcendentych klimatów bynajmniej
nie dzięki hiperinflacji galaktyk

obydwaj zdobywamy frazy z partyzanta
bo jak się dłużej zastanowić
to nie ma o czym mówić. pamiętaj

chętnie pójdę w twoją stronę
gdy nie będzie już innych stron

Ilustracja: Patryk Kosenda


Szymon Domański (ur. 20.01.1997 r.) – z pochodzenia Nowodworzanin, z zamiłowania Warszawiak. Z zawodu nikt ważny. Człowiek na pół gwizdka. Brak wygranej w konkursach poetyckich całkiem logicznie tłumaczy tym, że w żadnym nie startował. Do tej pory publikował w “Akancie”, “Stonerze Polskim”, “Obszarach Przepisanych”, na stronie Wydawnictwa J oraz na łamach nowego “Projektu Poetyckiego”. Trochę panoszy się w redakcji tego ostatniego. Pracuje nad drugą książką poetycką, która powinna ukazać się w 2021 roku. Można go znaleźć na instagramie pod nazwą: hey.joe.s.burrougs.

Patryk Kosenda – współtato “Stonki”. Po prostu chciał przykolażyć gigantycznych kacprów.