Stoner Polski

litrowy wywar z Igi Świątek | 4 wiersze

Podlaski poeta pochodzący spod Białegostoku, z wykształcenia prawnik. Publikował w „Epei”, 8 arkuszu „Odry”, magazynie „Zakład”, „Suburbii”, „Akancie”, na „Wydawnictwie J”, „Papierze Ściernym”, „Tlenie literackim”. Współzałożyciel stowarzyszenia „Fundamenty”, współtworzy kolektyw „Społem fest”, współpracuje z grupą teatralną „Sedno”. Nagrodzony w konkursach. Pasjonat literatury i sztuk wizualnych.

Ur. w 1981r. w Algierii, jako owoc eksperymentu socjalistycznej przyjaźni polsko-algierskiej. W Krakowie mieszka od 1993r. Życiowa artystka z zamiłowaniem do eklektyzmu w szeroko pojętej sztuce.

Raport 

Kiedy Stary Byk Lee się zestarzał

postanowił wejść w świat. 

Okazało się, że beże i brązy też mają 

swoją pstrokaciznę płaszczyzn
odkrytą spacerami po Baumschule.

Przyjaciel mu powiedział: – Misiu,
rzucawka to przedpotopowa część dziejów.

A dalsza rzuca podmuch
w stronę Vipassany i sutr. 

Nagle sobie przypominam.

Że to ja dzwonię.

Dziki wschód

Poeta tańczy, gdy jest pijany” 

– R. Walser, Wypracowania Fritza Kochera

Odnajdę buty do latino w kącie, 

bo parkiet przestał się kurczyć fraktalami.

Wielości słów, których szukałem 

fruwały niedawno od kawiarni,

z tawerny, dziś od dripa do kombuchy.

Obcy ludzie zaglądali pod okładki 

Uśmiechali się, bo teraz widzą,

że w złym momencie odświeżyłem 

kolekcję płyt acid-housowych. 

Wieczór miał wiać nudą, ale

ktoś scratchował płytę z Buena Vista.

Señority z klubów osiedlowych 

zdzierały parkiet do Chan Chan, 

Gdy pustynny biegacz po czteropaku 

2+2 tatry gratis robił na krzaku szpagat, 

już od pięćdziesięciu dwóch dni.

Zerwanie z Wein und Gesang, (zjazd po zębach)

W piątek narodził się świat, 

a pierwszym co przestraszyło ranek

było turlanie się głów po posadzce.

Zamiast pękającej maski i 

litrowego wywaru z Igi Świątek

wybiła godzina Smoka, odnowienie Tulpa
to jest: pora koncertów w ambientowym
salonie lasów Bałkan. 

Ulotki ulotnego świata informują,

że „zamknij ryj” to nienajlepsza reakcja 

na nieodróżnianie krzyków mew i rybitw.

Mam powidok, który wisząc faustowsko

rzucał mi rozkazy: Bildung! Bildung!

Ale co ja w biednej mowie idiotów 

odpowiadałem, tym co mi szare zostało.

Achtung kurwa.

Moksza

Tka się odpowiedź odmowna. Łka igła 

pachnąca petrichorem na dnie folii. 

Wybieram się na Daleki Wschód łóżka, 

gdzie perspektywa więdnie, przedstawia 

ból mojej mordy jak w galerii cyrkowej. 

Spacer kuluarem wstydu mam za sobą, 

przede mną dumne lustra, pustka w oczach

ustępuje telefonom. Przyjaciel, który wywlókł

mnie z kamienia i przedstawił mi imię

nigdy nie pochwalił się, że jego świadomość

wbija się w ciało, zostawia je, wrażliwe na 

żebranie doliny Kathmandu, towarzyszy

przerwaniu pętli dwunastu kroków.