Wiesz, kiedy tak na ciebie patrzę, tłocząc kolejnego gnojka w płuco, zastanawiam się, kim jesteś. Młodocianym szamanem? Punkową pielęgniarką? Popiersiem Davida Bowiego? Projekcją astralną? Osobą pracującą fizycznie? Feministką zamkniętą w wersach w ringu? Zhipisiałym programistą w wydaniu dresiarskim? Jednym z cyfrowych turystów, archeologów nowej ery, przemierzających wyludnione wirtualne przestrzenie? Brzytwą do golenia frajerów? Kombajnem do zbierania kur po wioskach? Zastanów się. Po co tu jesteś? Jakie są twoje intencje? Przyszłaś się zrelaksować? Popuścić lejce? Porozmawiać ze swoim kodem genetycznym? Może osiągnąć ekstazę? Przyszedłeś po koncentrację, czy może pragniesz, aby ktoś zabił ci ćwieka? Zastanów się. Wypowiedz swoją intencję.

Wyobrażam sobie, że myślisz teraz skończcie pieprzyć, dajcie mnie ten cholerny odpał! Rozluźnij mięśnie i pozbądź się stresu. Nieustanny stres to nieodłączny element naszego życia. Bycie narażonym na długotrwały stres odbija się negatywnie na psychice i stanie fizycznym. W czasie sesji mózg przyspiesza wytwarzanie endorfin i serotoniny – hormonów odpowiedzialnych za dobre samopoczucie. Nie paliłeś? Zapal. Nie palisz? Nie pal. Jeśli jednak istnieje jakikolwiek aspekt twojego samopoczucia, który mógłby zaburzyć twoje uczestnictwo, zatrzymaj się!

Zamknij oczy. Ręce ułóż wzdłuż ciała. Stopy skieruj na zewnątrz. Poczuj jak twoje ciało przywiera do podłoża, jak pod naporem ciężaru wtapia się w nagrzaną słońcem glebę, na której stoisz. Zrób powoli pięć głębokich wdechów nosem, poczuj, jak powietrze wędruje po twoim organizmie, jak go wypełnia, przewietrz zatęchłe zakamarki świadomości i pamięci. Z każdym kolejnym wdechem odprężasz się coraz bardziej. Zatapiasz się w swoim wewnętrznym świecie. Bądź obecna i pełna świadomości swojego oddechu. Praktykuj uważność i przez cały czas obserwuj, co dzieje się z twoim ciałem i umysłem. W łagodny i delikatny sposób sprawdź teraz wszystkie zakamarki swojego ciała, czy gdzieś nie pozostały jakieś napięcia. Jeżeli je znajdziesz, weź głęboki oddech i rozluźnij je. Napięcia nie są ci potrzebne. Stres nie jest ci potrzebny. Uwalniasz się od nich.

Postaraj się być obecna w tym momencie. Uczyń swój umysł przedmiotem swojej obserwacji. Obserwuj, jak reaguje na poszczególne bodźce. Zastanów się, czemu tak, a nie inaczej. Nigdzie nie musisz się śpieszyć. To jest chwila tylko dla ciebie. Nie myślisz już o niczym. Wszelkie sprawy, troski odpływają od ciebie. Oddychasz swobodnie, równomiernie. Cały czas zagłębiasz się świadomością coraz niżej i niżej. Pogrążasz się w spokoju. Odpoczywasz. Odklejasz się.

To najtańszy, a jednocześnie wyjątkowo skuteczny sposób rozładowania stresu i poprawy ogólnego stanu zdrowia. I nie ma żadnych skutków ubocznych jak chemiczne pigułki!

Dostrój się. Odchyl. Zakorzeń. Bądź Tu i Teraz. Praktykuj uważność. Wypowiedz swoją intencję. Odpadnij.

Niektórzy pacjenci mogą odczuwać niepokój lub dyskomfort i zamiast pięknego tripu przeżywać na nowo traumatyczne wspomnienia albo męczyć się z negatywnymi emocjami. W takiej sytuacji warto doświadczać Stonera pod okiem fachowca, który w razie potrzeby udzieli emocjonalnego wsparcia, a jeśli to nie pomoże, zaproponuje innego rodzaju techniki.

Oglądałem nowy numer „Stonera Polskiego”. Widziałem najbardziej stonerowe umysły mojego pokolenia pogrążone w transie i konsternacji. Widziałem nowe plemię wybudzające się z ontologicznej drzemki, nową generację onirycznych wyjadaczy, innowacyjnych jednostek niezwykle szybkich w elektronicznym przesyłaniu informacji. Widziałem umysły wijące się w ekstazie, paradę mózgów, jednostkowe wibracje dostrajające się do wibracji wszechświata, neurotyczny taniec w zgodzie z szyfrem natury, rebelię z uśmiechem. Liliputa na szczycie wieży, budowle wyrastające z czoła, trzy kończyny, siedem kończyn, jeden tułów, sto głów zażywających kąpieli w jednym wspólnym metaumyśle, dziesiątki uszu wyrastających z jednej czachy, słońce zamiast twarzy. Widziałem obrazy przykre i niepokojące, nie była to czysta uciecha. Oglądałem drugi numer „Stonera Polskiego”, posłuchaj mnie,

widziałem srogie oprzyrządowanie i psychodeliczne pożywienie. I nie mogłem nikomu powiedzieć. Widziałem poemat przekwitający, dziesięć największych asymetrii, dziesięć specjalnych poruczeń, dziesięć największych rozdrobnień bryły ever. Widziałem wystraszone psy w sylwestra, trzech dresiarzy polujących na pterodaktyla w Karkonoszach, amorka ze spluwą latającego wśród chmur. Chciałem krzyczeć, lecz nie mogłem, jakby objął mnie paraliż przysenny. Widziałem stygnące miasteczka portowe, dzieci zapisane majątkom, płonącą Madonkę ze skrzynką na listy. Muszę ci się do czegoś przyznać, w utopii panowała tyrania. Widziałem wykwintnych rakarzy, zmaterializowane flakopatrzniaki. Czułem na karku oddech wymarłych impotentów skazanych na czytanie z ruchu warg Wielkiego Przewodniczącego Świata Chujowego. Stanąłem jak wryty, kiedy ujrzałem samowessanie flaków, dwa japońskie tygrysy walczące wśród bambusów, balon zainfekowany przez istotę pozaziemską, dziewczynkę, którą podobno urodziła drukarka. To nie było śmieszne. Moim oczom ukazały się kwiaty przenocy, tyrani domeny publicznej, którym całodobowość przestała wystarczać, pergaminy z odciskami pępków, gdakane ulice rozwijane jak mapa, i – co najgorsze – gumy do żucia, poprzylepiane do stołów z poczęstunkiem. Z jakiegoś powodu uważnie obserwowałem, jak Rudi Kurniawan w więziennej stołówce fałszuje zbożową kawę.

Nagły brak zabawy, technokaznodzieje, którzy nagle stracili wiarę, rozwalunek i nieporadne zamknięcie sceny rozrywkowej. Smutek pogotowia, które przyjechało na sygnale, nowy model łez w skórkach, upłynnione zniechęcenie rozlane na bruk miasteczka. I ludzie, którzy dalej zastanawiali się czy mogą być, kim zechcą. Moje oczy widziały wiele, a każde w innym kolorze, przepraszam jeśli coś jest nieczytelne, smokom trudno wyrażać się jasno.

Wstąpiłem na makabryczny taniec molekuł na cmentarzu bajkowym, potem słuchaliśmy muzyki Jana Sebastiana Bucha, obudziłem się, nie mogąc znaleźć u drzewa pulsu. Nieuchronność drzewa. Na moich oczach odbyła się operacja usuwania katarakty. Kiedyśmy zdejmowali z zawiasów drzwi stodoły babilońskiej, usłyszałem schizowcy idą na jerozolimę, teraz słyszę, jak pytają: czy to jest jakaś pleśń czy ci uszy gniją? Rewolucji nie zobaczysz w telewizji. Widziałem ekstazę cyberżula na ławce przed blokiem, neuroparty, czaderskie sakramenty, człowieka, któremu śniło się, że był motylem. Muszlę umysłu skorelowaną z oczodołem, gałęzie wyrastające z przysadki mózgowej, korę narastającą na skórze, wiedźmę kołyszącą pieniek w ambientowym kiślu.

Psybernetyczne boty. Tańczą w nuklearnym rytmie. Ona dochodzi na kolorowo. Totalny przepływ. W pępku kisła Andromeda. Wigwamy dojadają nierozładowane czworaczki. Ej jak to było? Podpytaj kierownika produkcji. Życie ośmiornic na gigancie generowane przez atari, warsztaty z robienia czakramów, najlepszy trip pokoleń.

Jak to się nazywa? Drugi numer „Stonera Polskiego”. Odbiorca zachodzi pod wpływem lewego sierpowego, a wschodzi, oszołomiony, w wyniku kontaktu z prawym młotowym. Nazywa sią: zlepek przekazów neurologicznych. Nazywa się: pirotechnicy świadomości. Nazywa się: uczcić szaleństwo. Nazywa się: Wielki Czarny Kot Zbawiciel. Nazywa się: Nie-umysł. Nazywa się: głośniej nad tą trumną na glinianych nogach stewardessy. Misja na dziś: synchronizacja półkul mózgowych. Zwiedzić poszczególne poziomy światła, buszować w szczelinie synaptycznej. Pozwolić rozkwitnąć zielsku na wiosnę. Dawajcie te irysy! Ogień za ogień, buch za buch. Niech zwiędnie jej nukleon, jemu niech zwiędnie nukleon, niech nam wszystkim zwiędnie nukleon. Biorę dopalacze i płaczę. Warto wiedzieć, że Festiwal odbywa się za karę.

Będę teraz odliczał od 10 do 1, a ty coraz bardziej będziesz się rozluźniał, zapadała w przyjemne odprężenie. 10, 9, zapadasz się coraz głębiej i głębiej, 8, 7, zapadasz w głęboki relaks, 6, 5, pozwalasz, aby odeszły od ciebie stresy i wyzwoliły się wszystkie napięcia., 4, 3, czujesz, że twoje ciało jest coraz bardziej rozluźnione, 2, poczuj się jak pacjent na stole uśpiony eterem, 1. Jesteś teraz zupełnie odprężony, wolny od napięć i stresów. Czekałaś na nowego Stonera? Spocznij.

 

korekta - Lidia Nowak

Paweł Harlender – (ur. 1992) publikował w „Ha!arcie”, „Kontencie”, „Wizjach”, „Helikopterze” i „biBliotece”. Laureat slamów poetyckich. Stały korespondent „Gazety, która Musi Się Ukazać”. Zaprzysiężony nowofazowiec i antygrechuciarz. Nieprofesjonalny bańkarz. Gra w szachy. Żyje w Krakowie. Opiekuje się kotami bliskich pod ich nieobecność.