image1

Will Barrow

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetuer adipiscing elit.

image2

Sue Shei

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetuer adipiscing elit.

image3

Valentino Morose

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetuer adipiscing elit.

image1

Will Barrow

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetuer adipiscing elit.

Ćpałem/jadę

„Że ja nie do przeszłości wracam, ale że jeszcze raz do teraz”

Powieść Strachoty dzieje się w dwóch wymiarach czasowych. Najpierw pojawia się strefa „ćpałem” i „kłamałem”, czyli życie na usługach blagi i uzależnień. Jest rok 1986 i poznajemy małego mitomana, który Gocław zastępuje wyimaginowaną Algierią, białymi nocami na Ukrainie i amerykańskimi krewnymi. Rzeczywistość jest szara i ponura, więc trzeba przykryć ją kolorowymi obrazkami. Bohater żyje w świecie, w którym do Lwowa jedzie się autobusem 123 na Dworzec Wschodni, ale dzieciństwo i niewinność szybko mijają i wycieczka kończy się w szpitalu psychiatrycznym. Tam trzeba coś z tym wszystkim zrobić, jakoś to poukładać, żeby żyć jak inni, czyli ci, którzy wstają rano do pracy z jasnym rozróżnieniem na prawdę i fantazję.

Pojawia się więc druga strefa, strefa „jadę”. W czasie przeszłym żyją demony nałogów i kłamstw, Strachota sięga więc po terapeutyczny czas teraźniejszy. Kiedyś: „tak dużo kłamałem o zwiedzaniu Izraela, że przy okazji zacząłem także kłamać o Żydzie, że nim byłem”. Teraz: „Uciekam przed świętem zmarłych i w środku nocy ląduję w Tbilisi.”. Kiedyś bohater uporczywie zastępował rzeczywistość obrazkami, teraz musi zastąpić obrazki rzeczywistością, wejść w prozę życia. Pojawia się więc projekt podróży do miejsc sfotografowanych w starym przewodniku po ZSRR. Przewodnik dawniej napędzał mitomanię, a teraz ma pomóc w nakładaniu rzeczywistości na fantazje, staje się magicznym przedmiotem na przecięciu światów „ćpałem” i „jadę”.

2.

Podróż do realności rozpoczyna się w szpitalu. Bohater wydreptuje całe kilometry po korytarzu i myśli, co będzie dalej. Długi przypominają o przeżytym blagą i odurzaniem się życiu, a trzeba się jeszcze nauczyć skomplikowanej gry w codzienność. Z pomocą przychodzi podróż. Daje dreszcz, poczucie ruchu i okazję do uruchamiania krok po kroku życia na nowo, do zapełniania pamięci i likwidowania kłamstw. Narrator bierze więc do ręki przewodnik i zaczyna od pierwszego obrazka, który trzeba będzie zastąpić strzępami zwyczajności.

W najpopularniejszej scenie Inaczej niż w raju Jarmuscha bohaterowie jadą podziwiać wspaniały widok, a widzą tylko mgłę. U Strachoty roi się od tego typu mgieł, a zadanie polega na oswajaniu ich krok po kroku. Narrator odbija się od miejsc i widoków, ale nie stanowi to żadnego problemu, bo od bitnickich fantazmatów ważniejsze jest tutaj radzenie sobie ze światem wypranym z intensywności.

Turysta polski w ZSRR to podróż terapeutyczna z radzieckimi widokówkami w tle. Nie ma w niej miejsca na pornostalgiczne fetysze, jest tylko i wyłącznie mozół wypracowywania tożsamości. Widzimy cały szereg małych walk uzależnionego człowieka ze sobą samym i otaczającymi go ludźmi. Jedzenie, picie, zdrowie, panowanie nad nerwami – o to właśnie toczy się gra. Nabijanie kilometrów na trasie korytarza w szpitalu psychiatrycznym zamienia się w zwiedzanie kolejnych kartek przewodnika, ale cel jest ten sam – zyskać realność, którą zniosły fantazje i ćpanie.

3.

Język tej powieści wyposzczony jest całkowicie z efekciarstwa. Nie ma tu taniej i klasistowskiej beki z polskich turystów za granicą, ze skarpetek i klapków, Januszy z rodzinami. Strachota nie szuka błyskotliwych puent, a w kolejnych scenach-widokówkach tworzy pejzaż potyczek o bezbolesne wchodzenie w zwyczajność i to właśnie w niej zanurza swój język. Proste, momentami konfesyjne zdania otwierają znany każdemu świat małych hoteli, sklepików i rozmów dla zabicia czasu, a przyjęta formuła czasu teraźniejszego odkrywa na naszych oczach mechanizmy mniejszych lub większych neuroz, które narrator próbuje poskromić na naszych oczach. Jeśli pojawia się ironia, to tyko w wersji „auto-”, jako metoda radzenia sobie ze sobą. U Strachoty podróżuje nie rozbuchana wyobraźnia literata, a zbolała, obciążona przeszłością jednostka, której literacka walka o nazywanie i rekonstruowanie siebie w czasie teraźniejszym stanowi najciekawszy ruch tej prozy.

Takich podróży w polskiej fikcji pojawia się ostatnio coraz więcej – wystarczy przypomnieć wydaną w tym samym roku, także przez ha!art, debiutancką powieść Olgi Hund. W Psach ras drobnych dostajemy szereg migawek z życia w szpitalu psychiatrycznym i rozpisane na mikro-anegdoty świadectwa mocowania się z najprostszymi czynnościami i odruchami. I Turysta polski w ZSRR, i debiut Hund pracują na małych fragmentach codzienności, pośród których odnajdują się neurotyczki i nadwrażliwcy, szary i smutny tłum ludzi poobijanych depresją i paranoją. Galeria pacjentów z powieści Hund i podróżnik Strachoty to bohaterowie polskiej prozy nowej szczerości, która przeciwstawia kameralne dramaty i raporty ze zwyczajności łatwej ironii i konserwatywnej nostalgii.

1

 

korekta - Adrianna Kapelak

Mateusz Górniak - urodzony w 1996 roku na Śląsku, żre kino w każdej postaci i od niedawna prowadzi stałą rubrykę dla zina 01gallery.