image1

Will Barrow

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetuer adipiscing elit.

image2

Sue Shei

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetuer adipiscing elit.

image3

Valentino Morose

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetuer adipiscing elit.

image1

Will Barrow

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetuer adipiscing elit.

Brak ciepła

Już sam nie wie, czy jego naturalnym przedłużeniem staje się woda, czy wanna. Może jedno i drugie. Może zrósł się z całą otaczającą go materią, został pokraczną instalacją artystyczną niewyrażającą nic poza konsternację krytyków. Zmarszczki na wodzie. Widzi je z dołu. Przypominają mu ogromne rzęsy Boga, wyrwane i zrzucone na ziemię. Wszystko jest rozmyte i zamazane. Zalewane źrenice robią, co mogą, ale kształty się rozlatują. Przenikają się nawzajem i tworzą jedność. Cały świat jest jak rozmazywane przez kilkulatka farbki wodne. Po chwili nie widać już, gdzie kończy się czerń łazienkowych płytek, a gdzie zaczyna biel sufitu. Czym są te zacieki zieleni? Leży wciśnięty w spód wanny. Jest nią, jest wodą. Rozcieńczony. Nic już nie jest ostre. Zapomniał, jak wyglądają krawędzie. Jest mu strasznie zimno. Ma wrażenie, jakby krew w żyłach zamieniła się w lód. On sam staje się krą na tafli jeziora. Ten chłód coś mu przypomina.

Dotyk

– Mama ci tego nigdy nie powie, zresztą, nikt ci nie powie. Wszyscy dookoła przekonują się nawzajem, że życie jest długie, szczęśliwe i pełne przyjaciół. Gówno prawda. Przyzwyczaj się do cierpienia, Krzysiu. Przyzwyczaj się, że boli.

Ojciec mówi, forsując łzy i płacz dziecka. Sięga do domowej apteczki po plaster.

– Prawda jest całkowicie odwrotna. Chcesz wiedzieć coś o życiu?

Łzy spływają po zaczerwienionych policzkach. Z nosa ucieka wydzielina.

– Żyjemy krótko, przez większość czasu całkiem samotnie i cierpimy. Głównie cierpimy. No, już tak się nie maż, do wesela się zagoi, zobacz, plaster zupełnie zatamował krew.
Ojciec uśmiecha się szeroko, nieco rubasznie, czego Krzyś jeszcze nie widzi. Czuje jedynie dotyk ojcowskiej dłoni na swoim policzku. Mężczyzna klepie syna niewinnie po twarzy. Niech wie, że ma oparcie w swoim staruszku, że pośród ciemnej doliny nie powinien się lękać, bo on jest razem z nim i zawsze poklepie go po twarzy dodając otuchy. Ten dziwny, pulsacyjny dotyk już zawsze będzie oznaczał ciepło. Wytyczy jaskrawe granice komfortu i podświadomego poczucia bezpieczeństwa. Bo niesie ze sobą informację: „Rozumiem i też cierpię. Może nawet bardziej”. Bo wszyscy cierpimy jak targane szalonym wiatrem i tnącym deszczem suche drzewo, które nie będzie domem dla żadnego ptaka. Bo trzeba cierpieć, mówi tata. Tak po prostu wygląda życie.

Bliskość
Krzysztof nigdy nie interesował się filozofią. Od książek wolał imprezy. Nigdy nie czytał wrażeń Huxleya z zażywania meskaliny, sam wolał spróbować LSD. Nie interesowały go różnice między przedmiotem i podmiotem. A co najgorsze, nigdy nie zrozumiał fundamentalnego podobieństwa między sobą a niemieckim filozofem – Edmundem Husserlem. Husserl, ojciec fenomenologii, żył w czasach, gdy filozofowie byli jednocześnie matematykami, ponieważ jedynym ogólnodostępnym językiem poznania była logika formalna. Krzysztof nie miał pojęcia o logice formalnej. Na drugim roku dziennikarstwa nie musiał sobie tym zaprzątać głowy. Pragnął za to zrealizować ambitny projekt minireporterski pod nieco pretensjonalnym tytułem: Pokolenie jutra żyje dziś. Biegał więc od czasu do czasu z kamerą, filmował znajomych wciągających kreski taniego koksu i koleżanki wkładające palce w dekolt i ciągnące go w dół, gdy tylko zobaczyły migające czerwone światełko. Filmował w końcu Michała. Odłożył kamerę, dopiero gdy Michał rozpiął jego rozporek i brutalnym ruchem ściągnął mu dżinsy.

Husserl urodził się w świecie, którego nie zrozumiałby ani Krzysztof, ani Michał, ani ich rodzice, a nawet dziadkowie. Wychował się w rzeczywistości przedwojennej. A wojna, zwłaszcza druga (przez wzgląd na Holokaust i poważne zachwianie równowagą moralności) zmieniła świat. Gdy Krzysztof uczył się w liceum nazwisk słynnych oświeceniowych naukowców, humanistów i myślicieli, zadawał sobie pytanie, na jaką cholerę ma uczyć się o świecie, którego nie ma. Jak najbardziej trafna obserwacja. Bo to nie jest nasz świat. Dzięki temu, że Husserl należał do poprzedniej rzeczywistości, mógł czytać Kanta i poznać dwa pojęcia kantowskiego sposobu postrzegania rzeczywistości: fenomeny i noumeny. Te pierwsze jesteśmy w stanie bezproblemowo poznać i zrozumieć, drugie wymykają się naszej percepcji, bo nie dysponujemy odpowiednimi narzędziami poznania. Gdy Michał trzymał dłoń na kroczu Krzysztofa, ten nie potrafił zrozumieć, co się dzieje. Wszystkie prawa, jakimi dotąd tłumaczył sobie świat przestawały cokolwiek znaczyć. Ale ten dotyk był przyjemniejszy niż wszystko inne na świecie. Przyjemniejszy od miękkich ust dziewczyny, od pierwszej synapsy odczytującej informacje o obecności narkotyku. Był to dotyk utrzymujący go w przekonaniu, że wszystko jest dobrze.

Pragnienie

„Osiągnąć doskonale trwały grunt w poznaniu. Odkryć niewzruszoną, absolutnie niepodważalną podstawę poznania”. To było największe pragnienie Husserla. Wgryźć się w niejednorodną materię prawdy i ujednolicić ją. Oto jak powstała fenomenologia – nauka o fenomenach, a zatem chęć zrozumienia wszystkiego, co możliwe do zrozumienia. Czy ktokolwiek powinien dziwić się temu biednemu Niemcowi? Czy można nie patrzeć na niego w pełnym napięciu, gdy pędzi walczyć ze słońcem jedynie motyką? I czy można nie zazdrościć Krzysztofowi, który po raz pierwszy w życiu nie wstydzi się swojej nagości? Michał klęczy przed nim, dłonie zaciska na jego pośladkach. Nawet jeśli to nie jest prawdziwe, to dobrze wymyślone.  
– Podoba ci się? – pyta Michał rubasznie.    
Krzysztof nie jest w stanie odpowiedzieć. Nie rozumie, co się właśnie dzieje. Czuje jedynie pożądanie. Dzika i gwałtowna żądza. Ale nie wie, jak ją ukierunkować. Oto Krzysztof doświadcza krystalicznie czystej dziwności wynikającej z rozdźwięku pomiędzy dostępnymi narzędziami poznania a otaczającym go światem. Staje przed noumenem.

Zdecydowana większość prądów filozoficznych kończy się przyrostkiem „-izm” (pozytywizm, obiektywizm, racjonalizm, egzystencjalizm itd.), skąd więc ta „-logia” w fenomenologii? Ojciec Krzysztofa, wybitny znawca fenomenologii, napisał kiedyś w jednej ze swoich wczesnych prac, że nie powinno się jej postrzegać jako filozofii, należy widzieć w niej osobną naukę, która z filozofii zaledwie wyrasta. Napisał: „Husserl był przede wszystkim człowiekiem nauki i rozumu. Odyseuszem tułającym się po rozdrożach matematyki, logiki i filozofii racjonalnej, by na końcu wrócić do domu – do prawdy”. Fenomenologia to nauka o prawdzie.

Ciepłe piwo

Krzysztof siedzi w samochodzie Tadeusza, obaj sączą ciepłe piwo.

– Mogliśmy wziąć te z lodówki jednak…

– One są z lodówki. – bąka Krzysztof. – Po prostu nie działa im chłodzenie.       

– Mhm. To w sumie już nie lodówka, tylko zwykła szafa.  

Krzysztof patrzy na przyjaciela mitygująco.

– Przepraszam, chciałem cię jakoś rozweselić.

– Wiem, dzięki. Przejebane. Wiesz, najgorsze, że będę musiał tam wrócić i, nie wiem…                      Ogarnąć swoje rzeczy. Jeszcze, żeby tego było mało, muszę jechać z ojcem.

– O kurwa… To będzie niezręcznie…

– Mnie to mówisz? Praktycznie nie rozmawiamy od… – Krzysztof rachuje w głowie – pięciu lat.

– Kawał czasu. Swoją drogą, to ironia, że przez cały ten czas żyłeś w zgodzie ze sobą i swoimi wewnętrznymi przekonaniami, ale nie mogłeś mieć normalnej relacji z ojcem.

– Nie ma w tym ironii, pedały zawsze mają chujową sytuację z ojcami. Dlaczego teraz miałoby być inaczej?

Krzysztof nie zdaje sobie sprawy, że problem jest dużo głębszy. Jego ojciec jest intelektualistą, człowiekiem bibliotek i słów. Przykro było mu patrzeć na zatracającego się w błahych rozrywkach syna. Syna, który nie wyrażał najmniejszej chęci zadawania pytań. Brał cały świat jako pewniak, jako konieczną do przełknięcia pigułkę. A w końcu wybrał tak nierozwijający kierunek studiów. Ojciec stracił wiarę w syna, a jego przyznanie się do homoseksualizmu było jedynie wygodną wymówką na zakończenie tej zgniłej relacji.

– Trzeba było zrobić prawo jazdy, to bym nie musiał się męczyć…

Unoszą butelki z ciepłym piwem do ust. Krzywią się z każdym łykiem, ale trzeba wypić.

– Jak się trzymasz z tym wszystkim?

Krzysztof przewraca oczami.

– Zgadnij. No chujowo. Ale, prawdę powiedziawszy, nie powinno mnie to dziwić. Michał zawsze miał jakieś dziwne teksty w stosunku do pozostałych facetów. To się musiało stać, prędzej czy później.

– Nie masz wrażenia, że uciekasz? W sumie to ty powinieneś go wyjebać z mieszkania. Możesz tam zostać i mieć wszystko w dupie.

– Oczywiście, że uciekam. Uciekam od wspomnień i skojarzeń. Może to taka moja mała zemsta. Niech kisi się w tym pokoju i rozdrapuje rany. O ile to faktycznie są rany. – Chwila ciszy. – Ja pierdolę, myślisz, że wszystko sobie poukładałeś, a ten domek z kart sypie się przy najmniejszym podmuchu.

Porażka

Dlaczego Husserl poległ? Ojciec Krzysztofa obarczał winą jego złą intuicję. Husserlowska fascynacja Kantem przełożyła się także na sposób postrzegania przez niego samej logiki. Można powiedzieć, że Niemiec patrzył na nauki ścisłe przez pryzmat filozofii oświeceniowej. Za bardzo zaufał filozofii, a przecież sam dążył do stworzenia czegoś więcej niż jedynie hermetycznego systemu poglądów i założeń. Ale największym błędem Husserla było jednak coś innego – bezgraniczne zaufanie.

Zaskakujące, jak dobrze matka Krzysztofa przyjęła wiadomość o orientacji syna. Zaskakujące, jakim okazała się wsparciem, gdy synowi rozpadł się świat. Ojciec siedział wtedy w swoim gabinecie. Zaskakujące, że jego słowa o tym, jakie jest życie, ile w nim cierpienia i samotności, nigdy nie były tak aktualne, jak teraz, kiedy między ojcem a synem nie ma najmniejszego śladu chęci porozumienia. Krzysztof nigdy nie powiedział rodzicom, że został zdradzony. Wstydził się. Wolał powiedzieć, że po prostu coś między nimi nie wyszło, nie chciał wdawać się w szczegóły. I matka nie drążyła. Była matką, wielką chustką na łzy, którą można objąć i tulić. Była świętością. Ojciec natomiast nie chciał widzieć tragedii syna. Podświadomie nigdy nie dał mu prawa do cierpienia, ponieważ przetwarzanie bólu wymaga czegoś, czego w Krzysztofie nigdy nie dostrzegł – rozumu. Uważał syna za głupca, który nie ma prawa ani do szczęścia, ani do smutku. Nie ma prawa do serca, bo jego rozum śpi. Czy zawiódł jako ojciec? Czy Husserl zawiódł jako filozof?

Brak ciepła II

Wanna jest azylem. Ma moc zatrzymywania czasu. Krzysztof widzi zmarszczki na wodzie. Zatrzymały się w połowie drgań. Jest mu zimno i boi się, że nigdy w życiu nie doświadczy już ciepła. Zdolność do odczuwania ciepła jest fenomenem. Jako ludzie dysponujemy pięcioma zmysłami, którymi jesteśmy zmuszeni odbierać rzeczywistość. Nie da się nie rozumieć ciepła. Nie da się nie czuć zimna. Jakim zatem cudem Krzysztof postradał umiejętność zawierzenia zmysłowi dotyku? Czy otaczająca go woda, zatrzymana w czasie, nie jest możliwa dla ponadjednostkowego doświadczenia? Czy gdyby do łazienki wszedł Edmund Husserl (notabene będący inspiracją dla ojca przy wyborze imienia dla syna – matka się nie zgodziła na pierwsze, zatem Krzysztof został Edmundem z drugiego) i włożył palec do tej zimnej wody, nie odczułby tego samego?

Husserl zaufał logice i matematyce. Był przekonany, że prawa obu tych nauk nie zależą od żadnych faktów empirycznych. Dwa plus dwa zawsze da cztery, niezależnie od tego, czy rzeczywistość obdarzy nas przedmiotami, które będziemy mogli policzyć. Prawo «p lub nie-p» nie jest uwarunkowane istnieniem myślących i rozumujących ludzi. Był przekonany, że znaczenia istnieją niezależnie od ich nośników. Ojciec Krzysztofa pokochał Husserla za ten idealizm. Autentyczne przekonanie, że istnieje prawda ostateczna, która kryje się w twierdzeniach i hipotezach. Jedyne, czego brakowało, to narzędzia, aby tę prawdę wydobyć. Husserlowska wiara w istnienie idealnych kategorii znajdujących zastosowanie we wszystkich dziedzinach ludzkiej wiedzy, to dokładnie ten sam rodzaj wiary, jaką Krzysztof obdarzył trwałość swojego dotychczasowego sposobu życia. Mieszkanie, związek, praca. Bo przecież skoro już dobija się do przystani, to dlaczego nagle miałby pojawić się sztorm, zerwać nasze żagle i z powrotem wyrzucić nas na głębokie morze? Zupełnie nieracjonalne przekonanie.

Tęsknota

Matka przekonała zarówno syna, jak i męża. Powinni spędzić ten czas razem. Ojciec miał go wspierać w trudnym okresie, być ostoją w cierpieniu. Żadnemu z nich nie było to w smak. Wsiedli do samochodu i pojechali. Przed nimi półtoragodzinna droga.

Krzysztof tęsknił za dotykiem na długo przed rozstaniem z Michałem. Po prostu przestał odczuwać ten dotyk tak, jak kiedyś. Przecież pamiętał chwile, w których sam stawał się dotykiem i nie było nic dookoła. Świat przestawał przypominać o swojej uporczywości. Pragnął, by ktoś poklepał go po policzku i powiedział, że życie polega głównie na cierpieniu.

Jazda dłużyła się, choć trwała dopiero trzydzieści minut. Nie odzywali się do siebie, a Krzysztof zdecydował się nie brać słuchawek. Sam nie wie dlaczego. Jadą w milczeniu i obaj się niecierpliwią.

– Ile czasu potrzebujesz? – rzuca pod nosem ojciec.

Krzysztof kwituje pytanie wzruszeniem ramion. Ta nonszalancja nie jest do końca na pokaz, ponieważ faktycznie nie wie, ile czasu zajmie mu pakowanie najpotrzebniejszych rzeczy.

– Daję ci godzinę.

– A ty co? Będziesz siedział w samochodzie?

– Tak. Wziąłem książkę, spokojnie, nie będę się nudził. – Ojcowskie zapewnienie jest nasączone ironią i jadem.

Przez resztę drogi nie zamieniają ze sobą słowa.

Porażka II

Gdyby tylko Husserl nie porzucił nauk ścisłych tak szybko. Gdyby nie zaufał za bardzo swojej fenomenologii i poczekał na prace Bertranda Russela, Alfreda Whiteheada, Davida Hilberta i Ludwiga Wittgensteina… Gdyby nawet poczekał na Fregego. Przekonałby się wówczas, że w myśleniu o matematyce i logice dokonała się prawdziwa rewolucja. Ten przełom musiałby wstrząsnąć światem Husserla, gdyż wyniki wielu prac empirystów logicznych dowiodły jasno, że fenomenolog się pomylił. Nikt już nie myślał o nauce w kantowski sposób, a jakbyśmy nie próbowali tego uniknąć, prawa matematyki i logiki zależą od języka, w którym ktoś te prawa wypowiada. Logika więc jest tyle samo pewna, co konwencje, które ją powołują. Ojciec Krzysztofa przeczytał niedawno takie zdanie: „Jeżeli prawdą jest, że tylko w matematyce (i logice) dano człowiekowi doznać rozkoszy posiadania pewnego wyniku, to co z tego, skoro ta pewność dotyczy światów, które mogą być niczym więcej jak tylko zbiorem umów”. Husserl poniósł klęskę.

Krzysztof wchodzi do mieszkania i widzi, że jego rzeczy zostały już spakowane. Zostało tylko wynieść je z pomieszczenia, znieść po schodach, zapakować do samochodu i wrzucić klucze do skrzynki pocztowej. Chłopak momentalnie czuje, jak miękną mu nogi. Biegnie do toalety i wymiotuje do sedesu.

Dotyk II

Ojciec Krzysztofa patrzy na zegarek. Minęła godzina i piętnaście minut. Zamyka książkę i wchodzi do klatki. Wdrapuje się na drugie piętro, naciska klamkę. Drzwi puszczają. Pierwsze, co uderza ojca to niemalże zwierzęcy skowyt. Wbiega głębiej do mieszkania i widzi leżącego na łóżku syna – jak ranne zwierzę. Ogarnia go momentalny paraliż. Krzysztof w pozycji płodowej wygląda jak karykatura człowieka. Cierpi. W jego rzężeniu, zalanej łzami twarzy i podkulonych nogach jest jedynie cierpienie. Po chwili bezrozumnego stania ojciec siada na skraju łóżka i przykłada dłoń do policzka Krzysztofa. I również z jego oczu zaczynają uciekać drobne łzy.

– Mówiłem ci… Mówiłem, że się cierpi.

Ojciec jest świadkiem drugiej klęski w życiu. Pierwszą był upadek Husserla, gdy okazało się, że i w logice, i w matematyce nie ma prawd absolutnych, a idealizm Niemca okazał się wyłącznie pomyłką.

Ojciec leży z synem na łóżku, obejmują się. Krzysztof płacze w objęciach swojego ojca. Gdyby Edmund Husserl wszedł do pokoju, to z pewnością by ich zobaczył, są przecież fenomenem. Mógłby ich dotknąć, mógłby posmakować łez Krzysztofa. Mimo to, w jego umyśle nie byłoby odpowiednich narzędzi, aby w pełni zrozumieć ten obraz. Tak rodzą się noumeny.

Opowiadanie inspirowane esejem Michała Hellera pt. Świadectwo klęski [w:] tegoż, Moralność myślenia, Kraków 2018.

 

korekta - Tadeusz Sobczyk

Błażej Tomaszewski – urodzony w 1993 roku, w Bydgoszczy, gdzie obecnie mieszka. Emocjonalnie związany z Toruniem. Jego niewydana powieść pt. Żebro Adamowe zdobyła wyróżnienie w II edycji ogólnopolskiego konkursu Rozpisani.pl (2018). Wiersze autora można przeczytać w antologii Wyjustowani. Antologia młodych twórców (2018) oraz na stronie internetowej Wydawnictwa j (2019).