image1

Will Barrow

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetuer adipiscing elit.

image2

Sue Shei

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetuer adipiscing elit.

image3

Valentino Morose

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetuer adipiscing elit.

image1

Will Barrow

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetuer adipiscing elit.

Pewnego dnia, w gimbazie jak mniemam (za niedługo to znienawidzone słowo nabierze konotacji nostalgicznych), miałam jak zwykle za dużo do roboty, postanowiłam więc wpaść do skinsowej króliczej nory i odpaliłam ten rakotwórczy przekaz hipnotyzujacy wszelkimi działaniami niedozwolonymi. No więc wraz z Alicją postanowiłam zwiedzić drugą stronę lustra, a tam – wiadomo – wszystko do góry nogami. Niedojrzali, żałośni rodzice, nad(albo niedo)rozwinięte dzieci. Zabawni gangsterzy i dilerzy narkotyków. Anarchiczne szkoły, a w nich szaleni psychologowie. I tak się przechadzałam tą krainą pigułami i wódą płynącą, zwaną inaczej przedmieściami Bristolu, gdzie mój jeszcze nieuformowany, nastoletni umysł chłonął to wszystko jak trzylatek chłonie Teletubisie.

1

Wchodzę do jednej z wielu identycznie optymistycznie przygnębiających szeregówek. W korytarzu mijam Mada Twattera, któremu znowu nie udało się odebrać haraczu za użyczone zioło, a teraz śpieszy na spotkanie swojej grupy terapeutycznej. Pędzi na nią w podskokach również wiecznie niedożywiona Cassie, której zażyte poprzedniej nocy środki nie przeszkodzą w otrzymaniu wypisu z kliniki, oczywiście jeśli tylko włoży pod spódnice podczas ważenia niezawodne ciężarki. Idę dalej i potykam się o modlącego się muzułmanina Anwara (tym zajmował się Dev Patel zanim dostał nominację do Oscara), który każdego poranka ma nadzieję, że Bóg go jednak nie słucha. Można by go posądzić o zakłamanie, ale można to też nazwać zwykłym nastoletnim zagubieniem. Dalej, jak okiem sięgnąć, już tylko walające się po ziemi, półprzytomne ciała. Tak obrzydliwe, że aż atrakcyjne. I wymiociny. Mnóstwo wymiocin! No mówię wam  , Andrea Arnold powinna się tym zająć, dopiero miałaby używanie. A to niby Plotkara, mniej więcej w tamtym czasie, reklamowała się hasłem: „Every parent’s nightmare”. No cóż, widocznie ktoś, kto posłużył się tym określeniem, nie poznał radosnej gromadki z Bristolu.

2

Rozglądam się naokoło i ludzka masa pseudodomnych   dzieci zlewa mi się w jeden ciąg. Nagle coś czy raczej – ktoś, przyciąga moją uwagę. Na dywanie pokrytym nie-chcemy-wiedzieć-czym spoczywa ONA. Królowa rozmazanego eyelinera, kabaretek i niezbadanego uśmiechu – Effy Stonem (zbieżność osób i nazwisk jest jak najbardziej nieprzypadkowa). Jeśli kiedykolwiek zastanawiało was, chłopaki, czemu wasze szkolne koleżanki nagle zaczęły nosić bluzki wycięte pod pachami do pępka lub shorty   krótsze niż majtki, to właśnie dzięki niej. Sama dałam się ponieść swego czasu temu szaleństwu. Ale kto by się dziwił. Effy swoimi hipnotyzująco szarymi oczami z łatwością sprawuje władzę nad umysłami nastolatków. Ogólna frustracja pogubionej, rozpaczającej masy bohaterów na skraju załamania nerwowego zdaje się jej nie dotyczyć. Nikt nigdy z taką klasą nie imprezował i imprezować nie będzie. Bo Effy jest bardzo sprytna i ma świetnie ułożony plan na życie. I do tego jest wampirzycą, bo jej plan nie uwzględnia snu. Ale kto ma tam czas na sen. Kiedy ona wraca do domu, inni właśnie wstają. Wyciąga szlafrok i kapcie z worka na śmieci (gdzie wylądowały poprzedniej nocy gdy wymknęła się z domu). Angażuje brata Tony’ego do rozproszenia taty, i gdy ten znów przy pomocy wiertarki walczy z zamkniętymi od środka drzwiami toalety, przebiera się i z demona staje się eterycznym aniołkiem. Nic nie mówi, nie uśmiecha się, chyba, że ironicznie.

3

Ubrana w mundurek odjeżdża do prywatnej szkoły, by w nocy na nowo tworzyć legendy w lokalnych undergroundowych dyskotekach. Bo ta dama nie zadowoli się byle mainstreamem. Na swoje nocne eskapady wybiera opuszczone fabryki, kluby w miejskich podziemiach lub też eskortowana przez grupę myśliwych o podejrzanych zamiarach, jedzie na biwak do lasu i na kolację zjada garść grzybków, których właściwości nie zna nawet pan Gąsienica. W wolnych chwilach organizuje gry i zabawy dla kolegów z nowego liceum, zakończone seksem na stole u szkolnej pielęgniarki. Dziewczyna nie próżnuje. I jest duże prawdopodobieństwo, że każda z nas chciała być choć ciutkę podobna do Queen Eff. Jest niezależna, bezczelna, błyskotliwa, odporna na zranienia (dopiszcie przymiotnik, którym zawsze chcieliście być określani, ale nigdy nie będziecie). I nawet tarzając się w konwulsjach wśród liści cała umazana ziemią jest po prostu cholernie piękna. I nie da się tego inaczej opisać. A co najważniejsze, jest TAJEMNICZA. Bo tajemniczość to klucz do bycia interesującym. Tego nauczyła mnie i zapewne całe hordy gimbusek.

4

Królowa ciemności jakimś cudem pokonuje śmiertelne dawki, dźwiga się z dywanu i idzie do domu, by jak zawsze odegrać sprawdzoną komedię. Jeszcze nie wie, że jej idealnie chaotyczny świat wywróci się za chwilę do góry nogami. Znaczy się, że teraz stanie prosto? Nic podobnego Okazuje się, że jest jeszcze jeden sposób w jaki świat może stać. Udowodni nam to samochód, który wjedzie prosto w jej ukochanego brata. Od feralnej nocy nad Effy ciążyć będzie fatum  , a przynajmniej ona tak twierdzi. Okazuje się, że nie wystarczy być perfekcyjną. Zawsze znajdzie się jakiś problem. Effy w strachu, że na ukochane przez nią osoby spadnie jakiś śmiertelny cios, wyrzeka się zupełnie czegoś, czego istnienie do tej pory delikatnie negowała    Nie musi jednak długo czekać i zostaje poddana próbie. Otóż o rękę księżniczki ubiega się nie jeden, nie dwóch, ale trzech – i to muszkieterów w dodatku (byłoby pewnie i więcej, ale nie liczą się w tej historii). Trzej przyjaciele: autystyczny, ale i uroczy JJ, którego niebywałym atutem jest znajomość magicznych sztuczek; mniej uroczy, za to bardzo pewny siebie James Cook (również tutaj wszelka zbieżność nazwisk z angielskim żeglarzem i odkrywcą nie jest przypadkowa, tylko że Cookie odkrywał co innego). Jego atutem w tej rozgrywce mógłby być tatuaż ulokowany poniżej pasa, który decyduje się pokazać na pierwszym szkolnym apelu. Trzecim kandydatem jest romantyczny skater Freddie. I to właśnie przez niego Effy oszaleje. Dosłownie. Okazuje się, że zawsze miała w sobie za dużo emocji. Gdy dopuściła je do głosu, zaatakowały ją tak, jak smog dobiera się do naszych płuc, stopniowo i boleśnie.

5

Większe zdolności poznawcze w tym popapranym świecie nie dały jej więc przewagi nad resztą bohaterów. Jak w starej dobrej greckiej tragedii zrobiły z niej niewolnicę własnej świadomości. Dopóki mogła wszystkim pokazywać środkowy palec, a piguły sypały się z nieba jak w sami-wiecie-której scenie najnowszego filmu Sorrentino, była w stanie się kontrolować. Miłość wyzwoliła w niej najgorsze demony. A jej nieodparty urok ukatrupił ukochanego. Czyli tak jak to w życiu często się plecie. Ten sfiksowany świat dopadnie w końcu każdego. A jak już rypło królową, to nie było co zbierać.

Pomimo jej upadku, Effy Stonem wielką postacią teen dramy była. Zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że największą. Umówmy się – ten serial miał trzy generacje świetnych, pełnokrwistych bohaterów. I każdy mógł znaleźć kogoś do utożsamienia. I już nie musiał być sam z problemem. A ONA była z tych wszystkich postaci najbardziej epicka.

6

A więc, drogie jużniegimnazjalne dzieci, jeśli chcecie się przekonać na ile stron można wywrócić świat i jak być tolerancyjnym, proponuję odpuścić sobie wszelkie izmopropagatorskie współczesne twory. One posługują się łopatami. Wybierzcie stare, dobre “Skinsy”   waszych poprzedników. Niepoprawne politycznie? Może. Wulgarne? Jak najbardziej. Ale wszystko tak szajbnięte, że aż prawdziwsze niż tendencyjne amerykańskie teen dramy. W deprawacji jest metoda.

 

korekta - Tadeusz Sobczyk

Ida Marszałek (1994r.) – trochę zwariowana, ekscentryczna i nieprzewidywalna. Licencjonowana iberystka przeniesiona do sekcji filmoznawczej. Pół życia spędziła na sali tanecznej, którą postanowiła wymienić na salę kinową. Wciąż tańczy, ale myślami na jawie. Marzy, by zaczynać dzień śniadaniem u Tiffany’ego, za dnia ubierać się u Prady, a kończyć spacerem o północy w allenowskim Paryżu.