„Siedem życzeń”. „Siedmiu samurajów”. „Siedem”. W tym roku Festiwal Filmowy „Kocham Dziwne Kino” odbył się po raz siódmy. Siódemka to liczba uważana za mistyczną, wyróżniająca się bogatą symboliką. W wielu mitologiach i religiach świata jest symbolem całości i dopełnienia oraz symbolizuje związek czasu i przestrzeni. Taki właśnie był tegoroczny festiwal.

Święto dziwnego kina rozpoczęło się w czwartek,  9 sierpnia, w pabianickim Kinie Tomi. Dwa bloki, każdy trwający po godzinie, były pozakonkursowym przeglądem tego, co mieli do zaprezentowania festiwalowi debiutanci – kategoria „Świeże Mięso”. Było dużo śmiechu i dyskusje w kuluarach. Czułem perwersyjną przyjemność przyglądania się reakcjom widowni, pozostając niejako z boku. W końcu widziałem te filmy wcześniej (niektóre nawet po kilka razy), wybrałem je spośród innych i poukładałem w bloki tak, by wywoływały pożądane reakcje.

1

Rozpoczęliśmy teledyskiem wyreżyserowanym przez Wawrzyńca Turowskiego do piosenki "Sens mojego życia" (czyli "Je Me Sens Vivre" z repertuaru Dalidy) w wykonaniu Weroniki Wierzbowskiej. Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nie nucił piosenki pod nosem, wracając tej nocy z kina do domu. Teledyski były jeszcze dwa. Następnie kilka animacji – z czego dwie zostały wyróżnione za najlepszy debiut – fabuły i krótkie formy filmowe. Drugi blok zakończył "Delfinek" (2015) Wojtka Andrzejuka. Pojedynek nowego dyrektora szkoły z księdzem katechetą z aferą pedofilską w tle. Jeśli ktoś uważa, że to nie jest dziwne kino, to jest w błędzie.

Drugi dzień festiwalu był dla mnie szczególnie ważny. Organizacyjnie stanowił wyzwanie, z którym do tej pory nie miałem jeszcze do czynienia. Kilka minut po godzinie 18:00 w Galerii Ex Libris przy Miejskiej Bibliotece Publicznej im. Jana Lorentowicza miałem przyjemność otworzyć wernisaż plakatów filmowych z Ghany, a w zasadzie ich wysokiej jakości reprodukcji, które ufundował dla mnie festiwal Żubroffka. Wystawa dla mnie bardzo ważna, bo po raz pierwszy prezentowana jest w ramach festiwalu, który powołałem do życia tego samego roku, co facebookowy fanpejdż Plakaty filmowe z Ghany. Można ją oglądać do końca września.

3

Drugim wydarzeniem wieczoru był pokaz specjalny ugandyjskiego filmu akcji pt. "Bad Black". Jest to film Nabwana I.G.G., reżysera osławionego "Who Killed Captain Alex?". Był to pierwszy oficjalny pokaz tego filmu w Polsce. Przejmująca historia dziewczyny, która jako dziecko zostaje wyrzucona na ulicę. Po latach, mszcząc się na dawnych oprawcach, wpada w wir wydarzeń przypominających "Sekrety rodzinne" lub "Trudne sprawy" z dużą ilością strzelanin i kung fu. I dodać tutaj należy, że jest to kung fu na bardzo atrakcyjnym wizualnie poziomie. Grający w filmie Bukenya Charles, znany także jako Bruce U (skojarzenia z Bruce'em Lee są jak najbardziej na miejscu) z Ugandy, nagrał dwa spoty wideo promujące tegoroczną edycję festiwalu.

Pełen atrakcji wieczór zamykał koncert instrumentalnej muzyki elektronicznej wykonywanej na starych komputerach Commodore 64 i Atari, syntezatorach oraz gitarze elektrycznej. Powrót do przeszłości przełomu lat 80. i 90. XX wieku zafundował nam artysta kryjący się pod pseudonimem KATOD.

Sobotnie popołudnie upłynęło w klimacie, w który wprowadził nas dzień wcześniej KATOD. O godzinie 13:00 w pabianickim Kinie Tomi można było obejrzeć dokument "Moleman 2: Demoscene – The Art Of The Algorithms", traktujący o komputerowej scenie demo, a zaraz potem przenieść się na wielkie otwarcie Muzeum Komputerów i Gier (czyli dawnej Pabianickiej Gralni), w którym można nie tylko obejrzeć eksponaty, ale także na nich zagrać.

2

Sobotni wieczór od zawsze zarezerwowany jest na Galę Złotych Moli, czyli pokaz konkursowy, głosowanie i rozdanie nagród. Programowanie bloku konkursowego jest zadaniem dużo bardziej odpowiedzialnym. Żarty żartami i owszem, chodzi o dobrą zabawę, ale również o docenienie obrazów, które nie zostały nakręcone tylko po to, żeby bawić. Dlatego zdarza się, że blok konkursowy bywa mniej rozrywkowy od bloku pozakonkursowego, ale z pewnością nie można mu zarzucić niedostatku dziwności. Tegoroczni laureaci są tego niezbitym dowodem. Co roku publiczność głosuje na swoje ulubione filmy spośród prezentowanych, a dwa, które otrzymały największą liczbę głosów, zostają nagrodzone statuetkami Złotych Moli.

Głosowanie miało przebieg niezwykle dramatyczny. Po podliczeniu głosów okazało się, że dwa filmy mają ich identyczną liczbę. Gdy liczyliśmy je ponownie, do sali weszła pani pracująca w kinie wraz z kartą do głosowania zostawioną w kasie przez jednego z widzów. Wówczas szala zwycięstwa przechyliła się na korzyść Konrada Wrony i jego "Ślimageddonu", który w stosunku głosów 43:42 uplasował "Wełniaki" Joanny Polak na drugim miejscu najlepszych filmów zdaniem publiczności Festiwalu Filmowego Kocham Dziwne Kino. Los trzeciego Złotego Mola spoczywał w gestii Jury, w skład którego wchodzili: autorka plakatu promującego tegoroczną edycję festiwalu, Maria Snisarenko, współzałożyciel festiwalu, Paweł Kaczmarek, oraz ja. Maria i Paweł zgodnie zaproponowali, że nagrodę powinien dostać film "Wcielenie" Barbary Rupik. Uwielbiam ten film. Wytypowałem go spośród wszystkich pokazywanych w ramach Festiwalu Polskiej Animacji O!PLA i zaprosiłem do udziału w konkursie głównym „Kocham Dziwne Kino”. Moja kandydatura była jednak inna i w ten oto sposób "Wcielenie" dostało Złotego Mola, a typowana przeze mnie "Podniebna Wieża" Jakuba Gryzowskiego – wyróżnienie. Ponadto wyróżnienia za Najbardziej Obiecujący Debiut otrzymały dwa filmy pokazane poza konkursem. Były to: "Ruda małpa" Jagody Śpionek oraz "Wycieczka po parku i nie tylko" Marcysi Kurkiewicz.

   W zasadzie można powiedzieć, że sobotnie rozdanie nagród okazało się triumfem polskiej animacji. Nie można było więc rozpocząć niedzieli lepiej niźli od przeglądu najlepszych filmów animowanych w pięciu kategoriach pokazanych w tym roku w ramach festiwalu O!PLA. O arkanach wspomnianych kategorii, jak i współpracy między naszymi festiwalami, opowiadał Wielki Inkwizytor Polskiej Animacji, Piotr Kardas. Te 90 minut bezapelacyjnie dowiodło, że polska animacja ma się dobrze i stoi na światowym poziomie – albo i wyżej.

   O godzinie 20:30 miało nastąpić tzw. grande finale, czyli Mistrzowskie Zamknięcie. Zobaczyliśmy niepokazywane dotąd na festiwalu filmy laureatów Złotych Moli z poprzednich edycji, m.in. Tomasza Pawlaka, Tomasza Kowala, Tomira Dąbrowskiego. Wszyscy jednak z wypiekami na twarzach czekaliśmy na film Piotra Montowskiego, a mianowicie pierwszy epizod serialu zatytułowanego "Gra o koronę". Ten film był tak nowy, że gdy 30 lipca ponagliłem reżysera, że zaraz minie miesiąc od zakończenia zgłaszania filmów, ten zapytał, czy nie dałbym mu czasu do piątego sierpnia. Ostatecznie – jako organizator najbardziej niezależnego festiwalu filmowego w Polsce – postanowiłem zastosować zabieg cokolwiek szalony. Zgodziłem się, by Piotr osobiście przywiózł mi "Grę o koronę" w dzień, w który zostanie pokazana. Mało tego. Oprócz jednego dnia zdjęciowego, który spędziłem w Poznaniu wcielając się w Urlicha von Jungingena, praktycznie nic nie wiedziałem o tej produkcji. Kto jednak oglądał "Platfordzillę" Piotra Montowskiego i miał okazję poznać reżysera, ten wie, że szczerość i pasja płynące od niego są nie tylko zaraźliwe, ale wręcz uzależniające. Po raz pierwszy zobaczyłem film wraz z widzami i muszę przyznać, że świetnie bawiłem się podczas seansu. W dowód niezawiedzionego zaufania reżyser otrzymał specjalnego Czarnego Mola.

Tak zakończyła się siódma edycja Festiwalu Kocham Dziwne Kino. Mam nadzieję, że wszyscy będziemy ją dobrze wspominać. Struktura tegorocznej odsłony podobała mi się do tego stopnia, że chciałbym ją powtórzyć za rok. Bloki Świeże Mięso (z debiutantami) oraz Mistrzowskie Zamknięcie (z filmami reżyserów znanych z poprzednich edycji) wydają mi się fajnym zabiegiem. Podobnie jak koncert, który także chciałbym zachować jako stały element imprezy. Ponadto pokazy specjalne pełnometrażowych filmów z różnych zakątków świata oraz wystawa plakatów. Jestem pewien, że za rok spotkamy się w Pabianicach w jeszcze liczniejszym gronie, a sam festiwal dostarczy Wam jeszcze większych emocji. Póki co, po blisko 10 latach od premiery swojego pierwszego filmu fabularnego, zabieram się za pracę nad drugim. Trzymajcie kciuki i wypatrujcie w "Stonerze Polskim" relacji z planu "Pacadorskiego amarantu". Stay Stoned!

Dawid Gryza (1978 r.) -  miłością do kina zapałał podczas "filmowych poranków", na które zabierał go tata na początku lat 80., oraz kartkując stare zeszyty mamy z wyciętymi z gazet fotosami gwiazd kina włoskiego oraz francuskiego. W liceum napisał scenariusz do nigdy nie zrealizowanego filmu "Zamrażarka". Kolejnym projektem, który powędrował do szuflady były "43 minuty. Plan A". Dopiero znajomość z Pawłem Kaczmarkiem, młodszym kolegą z sąsiedniego bloku, doprowadziła do realizacji pierwszego filmu. Po przeglądzie meksykańskiego science-fiction z lat 40-50-60 koledzy zdecydowali się na nakręcenie własnej produkcji. Stał się nią pełnometrażowy "Pecador El Enmascarado De Negro contra El Profesor Loco Y La Invasion De Otra Galaxia", który miał premierę w 2009 roku. Dwa lata wcześniej Gryza powołał do życia serwis internetowy Kocham Dziwne Kino, który aktualnie działa jako blog. Kocham Dziwne Kino to także nazwa festiwalu filmowego, który Gryza i Kaczmarek po raz pierwszy zorganizowali w 2012 roku. W tymże roku Gryza zainteresował się plakatami filmowymi z Ghany (https://www.facebook.com/PlakatyZGhany/). Od kilku lat Dawid nie tylko organizuje własny festiwal, ale także pojawia się jako gość na innych festiwalach (m.in. Cropp Kultowe, Relanium, Serialis, Dni Fantastyki, Afrykamera). Pisał m.in. dla Kina Amatorskiego, Horror.com.pl, Po napisach. Kilka miesięcy temu został wyróżniony w plebiscycie Dziennika Łódzkiego nagrodą Człowieka Roku 2017 w kategorii Kultura. We wrześniu 2018 rozpoczął pracę nad swoim drugim pełnometrażowym filmem zatytułowanym "Pecadorski amarant". Uwielbia boks, Prince'a i hip-hop z lat 80. Na co dzień pracuje w przedszkolu.